Teraz Rock (Mike, Joe, Phoenix)
Bez wątpienia w tym zespole nie grają tępaki, którym dziwnym trafem udało się zrobić karierę. Nawet po półgodzinnej rozmowie, można sobie wyrobić zdanie, że Linkin Park spokojnie przekracza średnią IQ przypadającą na przeciętny zespół rockowy. Podczas naszej rozmowy Mike Shinoda, Dave Farrell i Joseph Hahn używali języka który nie przystoi gwiazdom rocka. Zamiast rzucać fuckami wysławiali się jakby skończyli Harvard. Ale bez przesady to fajni goście. Tylko Joe jest jakiś małomówny, zdaje się być zamknięty w swoim świecie. ale nie należy wyciągać pochopnych wniosków-podobno biedak cierpiał tego dnia na poważne dolegliwości żołądkowe. Ale i on się w końcu wypowiedział...
W wielu wywiadach podkreślaliście ze za nazwą Linkin Park nie kryją się żadne specjalne podteksty. Natomiast tytuł waszego debiutu, a zarazem poprzednia nazwa zespołu Hybrid Theory, wydają się świadczyć o tym ze lubicie mieszać style. Co z tytułem nowej płyty Meteora? Czy inspiracja spadła na was z kosmosu?
Dave: Meteora to takie skalne formacje w Grecji na których wzniesiono niegdyś siedem klasztorów. Bodaj dwa lata temu byliśmy w trasie po Europie i w autobusie przeglądaliśmy przewodnik turystyczny, w który były zdjęcia tego tajemniczego miejsca. Wyglądało wspaniale, monumentalnie, miało w sobie jakąś potężną energie, biła z niego moc historii. Sama nazwa też nam się podobała. Meteora - to zapadło nam w pamięć . Jednak nasza płyta nie ma nic wspólnego z klasztorami. Jedyny związek polega na tym ze chcieliśmy tym tytułem podkreślić, jak wiele pracy włożyliśmy w ten album. Dla nas to było wielkie dzieło. Meteora z kosmosem też nie ma nic wspólnego. Uznaliśmy, ze to słowo któremu nie można przypisywać bezpośredniego znaczenia, bo on w języku angielskim nie istnieje.
Proste pytanie: jak się ma nowy album do debiutanckiego?
Mike: ono wcale nie jest takie proste...
Dave: chcesz nas wsadzić na minę...
Mike: Oczywiście na Meteora słychać ze gra Linkin Park. To jest mniej więcej ta sama jazda co na debiucie, ta sama dynamika, ta sama skłonność do mieszania stylów. Ale dodaliśmy sporo nowych rzeczy- kilka piosenek nagrywała z nami dziesięcioosobowa orkiestra, tu i tam pojawiają się partie fortepianu, a nawet tradycyjne japońskie instrumenty. Także więcej uwagi poświęciliśmy samplom, kreowaniu nowych, intrygujących brzmień.
Dave: Weźmy np. początek singla "Somwhere I Belong". Te pierwsze dźwięki brzmią trochę jak klawisze. A tak naprawdę to partia gitary akustycznej odwrócona i obrobiona przez Mike'a na Pro-Toolsie. A potem znów poszatkowana i ustawiona tak, by oryginalna sekwencja akordów została przywrócona. Podoba nam się takie kombinowanie- ze zwykłej gitary robisz jakiś nowy instrument. Rozwinęliśmy się również jako kompozytorzy. Np. kawałek From The Inside, grany jest dość dziwnym metrum, nie na 4/4 tylko na 6/8. To było dla nas wyzwanie - zrobić utwór który będzie zawierał zmyłkę rytmiczną, a jednocześnie brzmiał płynnie, naturalnie i znakomicie pasował do Linkin Park. Takie pomysły wywołują efekt domino w dobrym rozumowaniu tego pojęcia. Gitara gra na 6/8 to i cała reszta musi kombinować, włącznie z Mike'em. Zapewniam cię, że nie ma wielu artystów którzy potrafią rapować na 6/8 !To jest coś nowego, ekscytującego i niezła zabawa. Po prostu staramy się rozwijać.
Wierze, ze przyłożyliście się do nagrania nowego albumu. Ale nie jest to wielkie dzieło pod względem trwania. Czy przypadkiem kawałki nie są krótkie by pasowały do radia?
Dave: Krótki numer długi numer - to w pewnym sensie sprawa względna. Bo chodzi o to jak się go słucha jak wchodzi. Na pewno nie piszemy z myślą o formacie radiowym. Cały proces przygotowania płyty trwał 18 miesięcy. Na samym początku zrobiliśmy wstęp do "SIB"- bodajże w czasie trasy Ozzfest ( -można to zobaczyć na krążku dvd- ). Komponujemy właściwie gdzie chcemy i kiedy chcemy, bo też używamy do tego celu Pro-Toolsa. Natomiast partie wokalne powstały pod koniec sesji. Po drodze Chester i Mike mieli dużo różnych pomysłów na gitarę, bas itd. , nagrywali kilka wersji partii wokalnych. Można powiedzieć ,że każdy utwór z Meteory miał po kilka opracowań, proces tworzenia trwał 18 miesięcy- nie było podziału na etap pisania i nagrywania. Wszystko się mieszało, lubimy wracać do piosenki niby już gotowej- przerabiać ją, naprawiać. Daliśmy sobie dużo czasu by nadać im taką postać jaka wydała nam się najodpowiedniejsza. Nie ma to nic wspólnego z chęcią przypodobania się komercyjnym stacjom radiowym.
Mike: Lubimy myśleć o naszych utworach, że są silne, mocne, rządzą się swoimi prawami i nic nie dadzą sobie zarzucić.
Możecie sobie wyobrazić pracę bez Pro-Toolsa?
Dave: Nie bardzo. Cyfrowe nagranie i taka technologia są tak pomocne , że czułbym się bez nich trochę ograniczony. Możesz dość łatwo eksperymentować z instrumentami, porównać np. która z partii gitary broni się najlepiej. Budujesz szkielet i dowolnie przestawiasz elementy dopóki nie uznasz że wszystko jest OK. W taki sposób tworzymy naszą muzykę. Na Meteora potraktowaliśmy Pro-Toolsa jako bardzo ważny, oddzielny instrument. Joe i Mike najgłębiej tkwią w kwestiach technologicznych, ale nikt w zespole nie wyobraża sobie sytuacji, kiedy nagle ktoś przychodzi i zabiera nam Pro-Toolsa. Przecież wiele dźwięków które słuchać na Meteora nie bylibyśmy w stanie stworzyć nagrywając na taśmach.
W dwóch utworach pojawiają się orientalnie brzmiące motywy. Czyżby w tobie i Joe odezwały się japońskie korzenie?
Mike: Może. Ale przede wszystkim po prostu bardzo spodobało mi się brzmienie tego instrumentu - to shakuhachi. To specyficzny flet , który ma taki mroczny, intrygujący sound. Wykorzystaliśmy go w Nobody's Listening. Wyzwaniem było dopasowanie tego utworu do reszty albumu. Ten flet jest strasznie charakterystyczny, dominuje brzmienie całości, trudno nad nim zapanować. Trzeba było mocno zapracować nad innymi instrumentami i wokalem, żeby ten utwór elegancko wpisał się w Meteorę. Mam wrażenie, że nasze wysiłki zostały uwieńczone sukcesem.
Session to dość oryginalny numer- właściwie brzmi jak remiks, a w dodatku jest instrumentalny...
Dave: Session , podobnie jak Breaking The Habit, było z początku raczej eksperymentem niż kompozycją. Ćwiczeniem mającym pomóc nam opanowanie sztuki pisania utworów instrumentalnych. A poza tym znów szansą na pójście w nowym kierunku, zrobienie czegoś innego. Breaking The Habit też był z początku kompozycją instrumentalną. Któregoś dnia Joe powiedział Mike'owi: Może weźmiesz ten utwór do domu i spróbujesz dodać do niego partie wokalne. Może z tego wyjdzie coś fajnego?. I wyszło. Ten utwór nie musiał byś instrumentalny...ale Session musiał. Był od początku tak pomyślany że dział się w nim wystarczająco wiele, by przykuwać uwagę nawet bez śpiewu. Nie chcieliśmy żeby Meteora była luźną zbieraniną piosenek. Chcieliśmy by to był spójny album, a nie jednowymiarowy. W sumie zrobiliśmy ok. 18 kawałków, ale na płycie znalazło się dwanaście. Już choćby z tego faktu można wysunąć wniosek, że myśleliśmy o albumie jak o całości, o tym by miał swój sens i swoją dramaturgię. Nie chodziło nam o wypełnienie kompaktu jak największą ilością minut grania.
W Session dominuje elektronika. Czy cały zespól pracował nad tym kawałkiem?
Mike: Chyba ja zrobiłem w nim najwięcej- gdzieś tak z 85 procent. Ale bez udziału chłopaków efekt nie byłby taki dobry- jest partia gitary, basu, skrecze. Natomiast Breaking The Habit to kawałek który przeszedł chyba największe metamorfozy. Najpierw było dwuminutowe intro, potem zrobił się z tego pełnometrażowy kawałek instrumentalny - trzeba było zmienić ze czterdzieści ścieżek, przearanżować wszystkie partie. Potem pojawił się pomysł na wokal i znów trzeba było pogrzebać przy partiach instrumentów. Z tekstem wiąże się już oddzielna historia. Z pomysłem na ten tekst, na tę melodie woziłem się od lat, ale nie mogłem dać sobie rady. Wydawało mi się wychodzi mi z tego straszna wiocha. Tymczasem do Breaking The Habit wszystko idealnie przypasowało. Czasem niektóre pomysły muszą przeleżeć, by nabrać na wartości. Muszą poczekać na właściwy moment. Wymyśliłem linie wokalne do Breaking The Habit w dwie godziny. To był dla mnie punkt zwrotny podczas pracy nad Meteorą.
Czy Session można potraktować jako zapowiedź kierunku, jaki LP obierze na następnej płycie? Mniej gitar, więcej elektroniki, nowoczesnych brzmień?
Mike: Nie wiem czy wogółe można mówić o jakichkolwiek kierunkach. Nie wybiegamy myślami za daleko w przyszłość. Myślimy o tym co się dzieje teraz- bierzemy na warsztaty pomysły, które nam przychodzą do głowy i mamy nadzieje, że udaje nam się tworzyć coś ciekawego, nowego.
Dave: Nie wiem jak pracują inne zespoły, ale my cały czas komponujemy. Mam zeszyt w którym zapisuje pomysły na utwory, melodie, brzmienia. Nikt z nas nie robi deklaracji w stylu: chcę, żeby nasze brzmienie poszło w takim a takim kierunku. Słuchasz, wymyślasz, przetwarzasz, stopniowo tworzysz. Potem zastanawiasz się nad którym pomysłem wypada poświęcić więcej czasu.
Mike: Poza tym trochę mnie bawi gdy ludzie pytają o sample tak, jakby to była nowość. Przecież na Hybrid Theory też jest ich pełno. Na nowej płycie tylko w paru miejscach bardziej je wyeksponowaliśmy.
Czy to tylko kwestia miksu?
Mike: Nie, przede wszystkim kwestia komponowania. Kiedy piszesz utwór musisz zdecydować, które partie są najważniejsze. Dopiero te decyzje inspirują sposób produkcji miksu.
Mówicie, że komponujecie cały czas, więc zapewne ciągle szukacie też inspiracji. Czy inspiracją dla was może być nawet coś, delikatnie mówiąc- luźno związanego z muzyką, np. szczekanie psa?
Mike: Jak najbardziej. Często używam mojej wypalarki do kompaktów- a to chcę komuś dać jakieś dane, a to nagrywam Chesterowi pomysły, żeby mógł popracować nad partiami wokalnymi. Moja wypalarka ma cały czas coś do roboty, a od jakiegoś czasu zaczęła się psuć-działa coraz wolniej. Najpierw nagrywała pięć minut dłużej niż powinna, potem piętnaście, aż wreszcie tak mnie wkurzyła, że wyrwałem ją z komputera i ...Foreword, intro Meteory, to ja rozwalający w drzazgi moją nagrywarkę. Ten akt destrukcji podziałał na mnie lepiej niż dziesięć sesji terapeutycznych u psychoanalityka.
Złośliwi krytycy uważają was za nu-metalowy boysband. Macie coś do powiedzenia na ten temat?
Mike: Pewnie ci kolesie chcą nas wkurzyć, ale im się uda. Zlewamy takie opinie, nie będziemy się tłumaczyć. Poza tym w Stanach nie funkcjonuje takie pojęcie jak "nu-metal". Jesteśmy klasyfikowani jako rockowa kapela i już. Więc kiedy w Europie ludzie zadają nam takie pytania, nie za bardzo jesteśmy świadomi całego bagażu emocjonalnego, który się w nich kryje. Mówią "nu-metal" i myślą pewnie o wielu różnych rzeczach o których my nie mamy pojęcia. My po prostu robimy swoją muzykę, nie chcąc się ograniczać i przypisywać do żadnego gatunku. Piszemy nie myśląc o tym, że dźwięki pasują to takiego czy innego stylu.
Teksty z pierwszej płyty dotyczyły ogólnie rzecz biorąc, alienacji i traum relacjach międzyludzkich. Jaki jest przekaz Meteory?
Mike: większość moich tekstów z HT napisałem, gdy miałem 19 czy 20 lat. Wtedy gadaliśmy z kumplami o zagubieniu, frustracjach, gniewie. Wydawało mi się, że te emocje mnie przerastają, że nie mogę nad nimi zapanować i z takiej perspektywy pisałem teksty. Teraz sprawa wygląda trochę inaczej. Minęło pięć lat, podczas których wiele się wydarzyło. Zyskaliśmy nowe doświadczenia, chociażby grając trasy, jeżdżąc po całym świecie. Patrzymy na emocje inaczej, mamy nad nimi większą kontrole i to się odbija na tekstach z Meteory. Niektóre tematy są te same, ale punkt widzenia jest inny. Jest garść nowych rzeczy- w refrenie "SIB" pojawia się nadzieja, w Nobody's Listening odrobina pewności siebie. Tego wcześniej nie było. Ale to nie znaczy, że zaczniemy pisać beztroskie pioseneczki, słodkie do wyrzygania.
Jak uczy Rage Against The Machine, agresywne riffy i rap to dobry sposób na wyrażenie swoich poglądów politycznych. Tych tematów nie można znaleźć u was, dlaczego ich unikacie?
Mike: Po prostu nie jesteśmy zaangażowani w tego typu klimaty. Bardziej interesuje nas codzienne życie i związane z nim emocje. Nie jesteśmy upolitycznionymi kolesiami.
Joe, reżyserowałeś wasz nowy klip "Somewhere I Belong". W tym obrazku pojawia się sporo intrygujących symboli. Przyświecała ci jakaś konkretna idea?
Joe: Podczas wymyślania scenariusza do tego klipu pierwszą ideą był temat eskapizmu. Każdy może sobie zinterpretować ten kawałek na swój sposób, ale moja wizja była właśnie taka - dziwny sen.
W klipie pojawia się sporo elementów do tworzenia których przydały się chyba inspiracje z rejonów dość odległych od świata rocka. Na przykład te dziwaczne słonie, wyglądają jakby wyszły z obrazu Salvadora Dali.
Joe: Dokładnie z Kuszenia św. Antoniego. Można by też wyśledzić inspiracje twórczością innych malarzy, architektów, nawet grafficiarzy. Starałem się czerpać z bardzo różnych źródeł, szukać naturalnych połączeń tych elementów, wykorzystać ich moc w klipie.
Sztuki plastyczne zajmują u ciebie drugie miejsce po muzyce. Jaki jest ten ranking?
Joe: Sztuka jest odbiciem naszego życia, więc musi w nim zajmować własne miejsce. Sztuka jest imitacją, sztuka jest też rozrywką. O tym starałem się pamiętać robiąc klip do "Somewhere I Belong". Opowiadałem sen, który przecież odnosi się do rzeczywistości. Wszystko, co się dzieje dziwnego w tym klipie, ma przecież źródło w przedmiotach znajdujących się w sypialni. Meble, obraz, zabawki- to rzeczy rzeczywiste i normalne.
A transformersy to pamiątka z dzieciństwa?
Joe: Nie, zbieram je namiętnie, ale dopiero od roku. Wychowałem się na japońskich kreskówkach, nadal siedzę w tym temacie.
Ty i Mike pracowaliście wcześniej jako graficy. Czy ten zawód się wam się teraz przydaje?
Mike: Nadal go wykonujemy. Wczoraj na przykład siedziałem przy komputerze do rana, żeby skończyć projekty związane z Projekt Revolution- to trasa którą zagramy w Stanach. Mamy bardzo duży wkład w projektowanie okładek naszych płyt i wszystkich gadżetów związanych z zespołem: T-shirtów, plakatów itp. Strona internetowa i klipy, to także w dużym stopniu nasza zasługa. Joe i ja razem studiowaliśmy grafikę, ale on potem przeniósł się na dział filmowy.
Dave: Wielu ludzi chyba nie zdaje sobie sprawy, jak reszta zespołu cieszy się z tego, że Mike i Joe maja takie doświadczenie. To dla zespołu ogromny komfort. Nie musimy korzystać z usług obcego reżysera czy projektanta, któremu musielibyśmy godzinami tłumaczyć o jakie klimaty nam chodzi, a on i tak by tego w pełni nie zrozumiał. Mamy w zespole zawodowego reżysera, mamy zawodowego grafika. Dzięki Mike'owi i Joe mamy pewność, że nasza muzyka znajdzie idealne odzwierciedlenie we wszystkich wizualnych działaniach związanych z zespołem.
Mike: Zobaczysz jak wiele różnych rzeczy znajdzie się na nowej płycie, zwłaszcza w wersji limitowanej. Do muzyki dodamy video, czterdziestostronicową książeczkę, specjalne opakowanie. Było nad czym pracować. Zobaczycie
Tekst w całości ukazał się w numerze âTeraz Rockaâ z kwietnia 2003 (2)
