Brad Delson o A Thousand Suns i radzie, jaką dałby młodszemu sobie
Linkin Park nie trzeba nikomu przedstawiać. Od ''Hybrid Theory'' po najnowszy album ''A Thousand Suns'', LP robi postępy i jako zespół wciąż się rozwija, dając swoim zagorzałym fanom coś, czego z niecierpliwością oczekują przy każdej nowej publikacji. Przed sobotnim występem zespołu na arenie Pepsi Center, na kilka minut zaczepiliśmy Brada Delsona, aby odbyć krótką rozmowę na temat obecnej trasy, oddziaływania nowego albumu oraz o tym, co powiedziałby Brad Delson z 1999 r., gdyby miał taką okazję.
Gdzie teraz jesteś?
Jestem w Nowym Jorku. Za nami kilka koncertów na Wschodnim Wybrzeżu, teraz czekamy na kolejny występ.
Czytałem, że kilka z tych koncertów musiało zostać odwołanych. Czy z Chesterem już wszystko w porządku?
Naprawdę poważnie zachorował, ale myślę, że z każdym dniem jest coraz lepiej. Czuł się bardzo źle i właśnie z tego powodu byliśmy zmuszeni anulować kilka koncertów. Nienawidzimy odwoływać występów i w naszym przypadku jest to rzecz rzadka. Na szczęście jesteśmy już z powrotem na trasie.
Powiedz coś o trasie i czym jest Project Revolution?
Trasa ma się świetnie! To główna trasa promująca ''A Thousand Suns'', a my w pewnym sensie zabraliśmy ją za granice na część ubiegłego roku. Jest to więc nasza pierwsza właściwa trasa po Stanach. Wyjazd za granicę pozwolił nam wypracować sposób na rozwiązywanie problemów związanych z czymś nowym i przegotować się do trasy od Wschodniego po Zachodnie Wybrzeże Ameryki. Project Revolution to bardziej muzyczne widowisko utrzymane w festiwalowym klimacie, bardzo eklektyczne, z wieloma zespołami. Właśnie zapowiedzieliśmy Project Revolution w Helsinkach, który odbędzie się w czerwcu. Jeśli chodzi o nadchodzące koncertowe przystanki w Stanach, mamy tylko jeden zespół otwierający show i jest nim The Prodigy.
Czego możemy spodziewać się na tej trasie?
Niektóre zespoły odchodzą od starych piosenek, jednak kiedy ludzie przychodzą, by nas zobaczyć, chcemy dać im cały wachlarz tego, co posiadamy w swoim katalogu. Będziemy starali się przeplatać stary materiał z nowym, w sposób który będzie reprezentował to, kim dzisiaj jesteśmy. Jeśli chodzi o przemiany, oznaczają one znalezienie nowych i różnych sposobów na przejście od jednej piosenki do drugiej. Treści wizualne również stanowią ważną część naszych występów, mamy więc nadzieję, że wszystko to będzie rozpatrywane w kontekście tego, kim jesteśmy w 2011. Jednak przede wszystkim będziemy starali się dać czadu.
W porównaniu do poprzednich albumów, ''A Thousand Suns'' ma bardziej zróżnicowane brzmienie, często nazywane ''koncepcyjnym''. Jaki cel kłębił się w waszych umysłach podczas procesu produkcji?
Nie mieliśmy żadnych z góry przyjętych założeń związanych z tą płytą. Ma ona być reprezentacją albumu, nie tylko kolekcją piosenek. Zawsze byliśmy zainspirowani płytami artystów, takich jak Pink Floyd czy The Who, ponieważ dostarczały one odczucia ''albumu''. Myślę, że ''A Thousand Suns'' zmaga się z technologią i człowieczeństwem. Jest poniekąd bardzo ''technologiczna'', ale utwory, takie jak ''The Messenger'' są tak naturalne, jak to tylko możliwe.
Jak myślisz, w jaki sposób album został odebrany przez fanów?
Ostatecznie, kiedy wydajesz płytę, nie możesz kontrolować tego, jak zareagują ludzie, ponieważ każdy kieruje się swoimi przeżyciami. To jest właśnie fajne w sztuce; to relacje pomiędzy osobami, które ją tworzą, a osobami, które się nią cieszą. Rzeczą, na którą na pewno możemy mieć wpływ jest jakość naszej pracy. Spędziliśmy nad tym albumem dwa lata i wszystko, co jest w nim zawarte reprezentuje całą naszą szóstkę. Siódemkę, włączając Ricka Rubina. W takim momencie po prostu wypuszczasz (płytę- dop. tłum.) i obserwujesz, co się dzieje.
A jak mają się sprawy Music For Relief?
Music For Relief jest organizacją, której działalność pomogliśmy rozpocząć po tragedii tsunami w południowej Azji, i która wciąż czynnie uczestniczy w dostarczaniu niezbędnej pomocy i wsparcia ofiarom katastrof na całym świecie. Jest bardzo aktywna i jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani ich reakcją zarówno na katastrofę na Haitii, jak i na wydarzenia związane z huraganem Katrina.
Jeśli chodzi o osobistą nutę, co powiedziałby Brad Delson z 2011 do Brada Delsona, który w 1999 ukończył UCLA (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles- dop. tłum.)?
Spodziewaj się niespodziewanego i mocno trzymaj się podczas przejażdżki. Kiedy ukończyłem college, byłem nastawiony na bardziej tradycyjny kierunek, jak prawo czy biznes. Grałem w ramach hobby i tak naprawdę nigdy nie miałem aspiracji, by zajmować się tym profesjonalnie, jednak kiedy zobaczyłem w jakim kierunku mogłoby to pójść, zaryzykowałem i podążyłem tą ścieżką. To ryzyko opłaciło się, a ja doceniam to i jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy mi pomagali.