Mainstream w polskiej TV

Przebywasz tutaj: Prasa / Felietony

Żeby nie było, że same recenzje tu zamieszczamy to postanowiłem trochę porozmyślać głośno nad dzisiejszą muzyką mainstreamową (tłum. Główny nurt).

Hmm, tylko od czego tu zacząć? Myślę, że od tego co teraz jest modne, nie powiem, że jestem jakimś telewizyjnym laikiem bo tak nie jest, czasami zdarzy mi się pilotem latać po kanałach i na chwilę zatrzymać się na zacnym MTV, bądź innych muzycznych stacjach. No więc R&B i amerykański rap, to dwie najbardziej rzucające się w oczy gatunki. Króluje zwłaszcza wylansowana przez Pussycat Dolls, Nicole Sherzinger i wszędobylski mistrz ceremonii, czyli mr. Timbaland, który nie dość, że tworzy solowe dzieła, i tutaj zatrzymam się na moment, bo choć to solowe dzieła to nie widziałem/słyszałem nigdy utworu, w którym byłby on sam, zawsze wspomaga się szeregiem innych muzyków.

Gdyby tego było mało Timbaland lansuje się w ogromnej ilości innych projektów, wszędzie go pełno, prawie każdy artysta chce z nim kolaborować, a więc sięgają po niego takie „gwiazdy” jak Justin T, wspomniana Nicole S, 50 Cent, Nelly Furtado i wianuszek innych artystów. Należy również wspomnieć o reaktywowanej karierze blond-ślicznotki muzyki pop, czyli pannie Spears, upss, to już chyba nie jest panna, zresztą kto nadąży za jej ślubami i równie szybkimi rozwodami, tu idealnie nada się cytat z piosenki tej właśnie kobietki mianowicie „Oops!… I Did It Again”, i jeszcze jedno: nie jest już niestety tą ślicznotką, jaką byłą kiedyś.

Ahh, zapomniał bym o pannie Rihannie, której hicior „Umbrella” okupował tygodniami szczyty list przebojów no i przy okzaji był powodem wielu odruchów wymiotnych :/. Ehh, no bo przecież ile można było słuchać jak nie w radiu to w tv ciągłego „ella ellla eee”. Teraz jakby się trochę uspokoiło, panna R lansuje chyba nowy hicior.

Ktoś by się spytał: “A co z rockiem, gitarowymi jazdami, wpadającymi w ucho refrenami które nuci pół świata i młodzież w Polsce?” Otóż mainstreamowy rock to w tej chwili właściwie 2, 3 kapele mianowicie„zrewolucjonizowane” Linkin Park, broniące wszystkich malujących się nastolatków My Chemical Romance i kapela z tytułami kawałków dłuższymi niż rolka papieru toaletowego, czyli Fall Out Boy. Można sobie pomyśleć: “Cholera jasna takie „cosie” bronią dziś honoru muzyki rockowej w mediach?!” Otóż bronią, ale czy udanie, to już inna sprawa.

Powoli zacierają się różnice pomiędzy rockiem a innymi gatunkami, wspólne występy Timbalanda z The Hives, pop-rockowym One Republic czy Linkin Park na gali EMA harmonizują, niby gatunki przeciwstawne brzmieniowo, aranżacyjnie, w coś co może być dla rozwiniętych słuchaczy ciężko strawną papką, a dla potencjalnego widza/słuchacza MTV wielkim zjawiskiem, big hiciorem.

Powoli będę kończył bo wiek w którym z zapartym tchem wyczekiwało się klipów Linkin Park na MTV mam za sobą, myślę, że reguła czyli „najpierw słucham The Blee, później mnie pojadą, że to gówno, więc przesłucham to” nadal jest aktualna i nadal wielu nieświadomie opiera się na tym schemacie. Moje rozmyślania traktujcie z przymrożeniem oka oczywiście.

Tyle Gadzik ^_^