Emuzyka.pl

Przebywasz tutaj: Prasa / Recenzje
Okładka Minutes to Midnight

Z członkami kapeli Linkin Park wiązałam wielkie nadzieje. Dotychczas absolutnie mnie zachwycali. Byli młodzi i w swoisty, komercyjny sposób gniewni. Mieli ikrę oraz refreny, za które niejedna popowa gwiazdka dałaby się... No, dużo by dała. Byłam przekonana, że album "Minutes To Midnight" przyniesie mi tyle samo radości, co dwie poprzednie płyty zespołu. Och, jak bardzo się myliłam.

Niepotrzebnie liczyłam na kolejną dawkę rasowych hitów. W końcu singlowy utwór "What I've Done" ostrzega, że oto nadchodzą zmiany. To nie wściekły kawałek pokroju "One Step Closer" lub "In The End" czy choćby śpiewny pogromca w stylu "Numb" bądź "Breaking The Habit". Brzmienie w zwiastującej nowe dzieło piosence Amerykanów jest znacznie łagodniejsze i czuć niepokojącą nutkę ambicji.

Echa dawnego Linkin Park przebijają zaledwie w kilku nagraniach. Najbardziej chyba w znakomitym "Bleed It Out" z rapującym Mikiem Shinodą (co w przypadku tego krążka jest rzadkością) i ze zdzierającym gardło Chesterem Benningtonem (również mniej powszechne zjawisko niż niegdyś). W zestawie pojawiły się natomiast serialowe ballady ("Leave Out All the Rest", "Valentine's Day"). Tym mianem nazywam numery, które twórcy telewizyjnych produkcji dla nastolatków umieściliby w scenie, gdzie główni bohaterowie tańczą romantycznie na szkolnym balu. Innymi słowy, rzewne "cudeńka" na miarę grupy Nickelback. Co boli najbardziej, to wiszący nad całością, przyciężkawy duch emo. Kompozycje "Hands Held High" i "No More Sorrow" z dziką rozkoszą dołączyłaby do swojego repertuaru formacja My Chemical Romance. A i inne niewiele odstają od modnego ostatnio, acz niezbyt rzemawiającego do mnie gatunku.

Longplay "Minutes To Midnight" chyba miał być bardziej ambitny i dojrzały, tymczasem wyszło coś tandetnie nadętego. Rapowe wstawki praktycznie poszły w zapomnienie. Proste, charakterystyczne klawiszowe motywy stały się w nieznośnie przekombinowane. Przepadły porywające melodie i miażdżące, jak na band z list przebojów, riffy. Z ery nu metalu panowie z Linkin Park weszli w epokę emo. A to już zupełnie nie moja bajka.