CGM.pl

Przebywasz tutaj: Prasa / Recenzje
Okładka Minutes to Midnight

Mimo. że od ostatniej studyjnej płyty Linkin Park minęły prawie 4 lata, nie można powiedzieć, iż zespół z Los Angeles spędził ten czas jedynie na pielęgnowaniu bezczynności. Płyta koncertowa, płyta z kolaboracjami z Jayem-Z, krążek Mike"a Shinody w ramach Fort Minor... No i chyba najistotniejsza informacja, aby w pełni zrozumieć ostateczny charakter "Minutes to Midnight" " zawiązanie współpracy z Rickiem Rubinem, osobą odpowiedzialną za brzmienie takich grup jak Public Enemy, Beastie Boys czy Red Hot Chili Peppers. Producent, słynący z uwielbienia dwóch skrajnie różnych gatunków muzyki - rapu i metalu, odcisnął na trzecim studyjnym materiale Linkin Park znaczące piętno. W warstwie muzycznej dominuje prosta, delikatna, nieco staro-szkolna perkusja, która często stanowi niezmienny fundament piosenki (mistrzowska, marszowa w "Hands Held High") lub też pełni funkcję wstępu z czasem ulegającego rozbudowaniu ("In Pieces"). Zniknął za to niemalże rap w tekstach. Dużo miejsca oddano słodko-gorzkiemu falsetowi Chestera Benningtona, choć trzeba przyznać, że jeśli nawet rymowanie pojawia się, to w bardzo osobistym wydaniu ("Hands Held High"). To w ogóle bardzo intymny album, pełen własnych spostrzeżeń i odczuć. W "In Pieces" obrywa się pośrednio prezydentowi Bushowi, a w zamykającym "The Little Things Give You Away" słyszymy relację z wizyty grupy w Nowym Orleanie, tuż po przejściu huraganu Katrina. Można zatem rzec, iż kapeli bliżej do dokonań U2 niż Limp Bizkit. I choć celność obserwacji trudno porównać do ekipy Bono, brawo za odwagę i wyłamanie się.

Początek krążka to mocne uderzenie w punkowym stylu. Z czasem loty co prawda obniżają się i odchodzimy w nieco spokojniejsze klimaty, trudno jednak nie dostrzec, że przez te 43 minuty przewija się jedna charakterystyczna dla chłopaków właściwość - zdolność do tworzenia pięknych, przestrzennych, zapadających w pamięć melodii. I nieważne, że współproducent inny, bardziej nastawiony na upolitycznioną stronę muzyki. To Linkin Park. Kapitalna melodyka oraz rytm, i niestety nieco za mało niezależności. Nie zmienia to jednak faktu, że ktoś tu dojrzał.