Gery.pl
Albumu "Collision Course" słucha się całkiem dobrze, przynajmniej z perspektywy fana kapeli Linkin Park. Szkoda tylko, że w duecie z raperem Jayem-Z proponowanym rozwiązaniom utworów brakuje przebojowości, z której słynie amerykański zespół.
Jay-Z oraz Linkin Park połączyli siły. A dokładniej rzecz biorąc, połączył je komputer oraz wszechmocne Pro Tools, choć - żeby nie było - wokale zostały dograne ponownie, a niektórym piosenkom nawet pozmieniano słowa. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, o co chodzi, wyjaśniam. "Collision Course" to sześć "numerów", które powstały w skutek zlepienia istniejących już nagrań rapera z Nowego Jorku i grupy z Los Angeles. Każda z nowopowstałych kompozycji została poddana mniej lub bardziej radykalnej obróbce.
Początek i koniec płyty są wyśmienite. "Dirt Off Your Shoulder/Lying From You" oraz "Points of Authority/99 Problems/One Step Closer" to bardzo mocne "kawałki", silnie osadzone w stylistyce Linkin Park. Szczególnie udanym połączeniem jest pierwszy z nich. Poszczególne elementy dopasowano tu wręcz idealnie. Do tego stopnia, że można by uwierzyć, że to jeden, a nie dwa utwory. Niestety, w dalszej części "Collision Course" chłopcy zaczęli trochę za bardzo kombinować. Koszmarkiem jest połączenie "Big Pimpin'/Papercut", z którego zrobiono dziwacznie rozbujaną piosenkę o hawajskim zabarwieniu.
Jay-Z wkomponowuje się wyśmienicie w twórczość Mike'a Shinoidy i kolegów, a jego rapowane wstawki w ciekawy sposób zmieniają punkt ciężkości. Efekt końcowy nie jest jednak na tyle zachwycający, aby zapadł w pamięci na długo. Jednym z największych atutów kompozycji Linkin Park jest ich nośność, przebojowość i skryty pod płaszczykiem topornych aranżacji popowy charakter. Raper niewątpliwie wniósł do nich nową jakość, lecz finalny produkt nie może konkurować z "solową" twórczością bandu.