Nuta.pl

Przebywasz tutaj: Prasa / Recenzje
Okładka Meteora

Usłyszałem ostatnio o maszynie do robienia, czy może lepiej powiedzieć wybierania, przebojów. W pamięci urządzenia umieszczone zostało kilkaset utworów, które na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat trafiały w gusta publiczności, a następnie prezentuje się maszynie jakąś nową piosenkę. Bystre urządzenie błyskawicznie analizuje najbardziej charakterystyczne cechy zapisanych w pamięci hitów i porównuje je z cechami nowego utworu, po czym wydaje opinię, czy dany utwór będzie przebojem czy nie. Po przesłuchaniu najnowszej propozycji Linkin Park zastanawiam się, czy urządzenie to nie było przypadkiem po raz pierwszy testowane właśnie tutaj.

Płyta jest perfekcyjna. Każda melodia, akord czy głośniejsze uderzenie, ustawione są w taki sposób, że po prostu nie mogą nie wpaść w ucho. Podobnie jest z doborem komponentów stylistycznych i brzmieniowych. Można odnieść wrażenie, że przed przystąpieniem do komponowania materiału ktoś przeprowadził badania socjologiczne na wybranej grupie ludzi w wieku od 13 do 23 lat i na podstawie uzyskanych wyników skomponował utwory, teoretycznie odpowiadające wszystkim. Są to oczywiście drapieżne, przesterowane gitary, ale zawsze kontrastowane płynnym, miłym dla ucha wokalem. Mamy tu skrecze i ślady rapowania, ale i one znajdują kontrapunkt w nostalgicznych, balladowych tematach. Odkrywamy trop nowej elektroniki, jednak sprowadzanej na ziemię pretensjonalnymi, art rockowymi klawiszami. Słowem, produkcyjny i marketingowy marketing - płyta, która po prostu musi się podobać. Jedyny problem w tym, że "Meteora" podoba się na tej samej zasadzie, na jakiej wszystkim podoba się obrazek z zachodem słońca czy biegnące konie. W końcu kicz dlatego jest kiczem, że jedynym jego celem jest podobanie się i aby ten cel osiagnąć, uwypukla podobające się wszystkim elementy. Takim właśnie kiczem jest najnowsza produkcja Linkin Park. To produkt, który ma się podobać, a nie muzyka, która ma być po prostu muzyką. Dawno nie słyszałem nu metalowej płyty bardziej potwierdzającą opinię, że cały ten nurt jest tylko ostrzejszym wariantem nurtu boys bandowego.