WP.pl

Przebywasz tutaj: Prasa / Recenzje
Okładka Meteora

Żyjemy w dziwnych czasach muzycznego rozwarstwienia. Sprzedać można każdego rodzaju muzykę, od klasyki po country, metal i techno a każdy z tych gatunków można zamknąć w woreczku pop - jeśli tylko odniesie się komercyjny, czyli handlowy sukces. Historia sekstetu LINKIN PARK jest iście hollywoodzka. Wystartowali w drugiej połowie 90-tych. Gdy w 1999 roku wydali 'Hybrid Theory EP' dla małej, niezależnej wytwórni z miejsca zostali zakontraktowani przez Warner Bros. Efektem był "mega-sprzedalny" 'Hybrid Therory' LP (z zupełnie innymi kompozycjami niż na EP).

Rzadko się zdarza, by debiut był aż tak spektakularny. Z tego powodu idąc za ciosem wytwórnia postanowiła wydać remiks-album 'Reanimation' wyprodukowany przez rapującego i śpiewającego w grupie MIKE'A SHINODĘ wraz z zaproszonymi do współpracy muzykami i producentami.

Dwa i pół roku po debiucie przyszedł czas na kolejną, pełną autorską płytę. Choć co do "pełności" można mieć zastrzeżenia, gdyż tak jak i poprzednio otrzymujemy zestaw kilkunastu piosenek trwających niewiele ponad ... 36 minut. Jednak nawał wokalnej ekspresji i gitarowego hałasu jest tak przytłaczający, że czas ten wydaje się optymalny.

Wspomniałem o hałasie. Za niego odpowiedzialny jest DON GILMORE współprodukujący wcześniej 'Hybrid Theory'. Tym razem dostał niemal całkowitą swobodę. Proces powstawania zajął jemu i zespołowi 18 miesięcy w czasie których, po nagraniu utworów, grupa odbyła światowe tourne a finalny materiał dopiero się tworzył. Ten czas pozwolił, by pod względem produkcyjnym znacznie przegonić pierwszy krążek. Dla muzyków było oczywiste, że muszą pobić na głowę swe wcześniejsze dokonania. Ale czy niewiarygodna wręcz produkcja jest sposobem na podniesienie wartości artystycznych?

'Meteora' (grecki zwrot oznaczający swobodny lot w powietrzu) muzycznie jest w zasadzie podobna do poprzedniego krążka. Kompozycje o zbliżonej melodyce i ekspresji... tak po prawdzie nie oczekiwałem zmiany stylu. Chciałem i spodziewałem się porządnej dawki świetnie wyprodukowanego gitarowego grzmotu i melodyjnych refrenów, zestawu, w którym nie ma miejsca na rock'n'rolla.

Chyba nikt z was nie ma wątpliwości, że LINKIN PARK w wersji studyjnej nie jest zespołem rockowym. To doskonały produkt spełniający wymogi rynku, trafiający do określonej i zarazem ogromnej rzeszy odbiorców. To produkt pop-kultury i nie ma się czego wstydzić. Ja zdecydowanie wolę taki pop niż ckliwe piosenki śniadych latynosów czy tandetnych, niby wyuzdanych panienek w stanikach.