Nuta.pl

Przebywasz tutaj: Prasa / Recenzje
Okładka Hybrid Theory

Po serii głosów zza granicy, typu: „nowe objawienie new metalu [co to właściwie znaczy?!] zespół Linkin Park w ekspresowym tempie podbija Stany”, wreszcie usłyszałam ich na w uszy i mimo że takie recenzje przyjmuję z rezerwą, przeżyłam bardzo pozytywne rozczarowanie! Od dłuższego czasu brakowało mi nowego krążka, na którym brzmiałyby, w przystępnym wydaniu, elektroniczno-hardcorowe przygrywki czerpiące gdzieś spomiędzy rejonów Clawfingera, Limp Bizkit, Stabbing Westward...

„Hybrid Theory” to płyta różnorodna – hip hop, hard core, elektronika, ciut industrialnej nutki – wszystko to zmieszane w przestronnym tygielku rockowym. Pięciu panów z Kalifornii postarało się, by wściekły noise (np. "Runaway") mieszał się z równomiernie rozmieszczoną na płycie przyjemną melodyką (choćby „By Myself” czy „In The End” – w tych numerach widać przy okazji, że główny wokal jest nie od parady!). Ciekawostką jest kooperacja z The Dust Brothers w trzecim kawałku, w którym to klubowy duet odpowiedzialny jest za beaty. Inspiracje „Hybrid Theory” (patrz pierwszy akapit) są dość wyraźne, ale nie na tyle, by potraktować ich tylko i wyłącznie jako powielaczy. Prochu to oni nie odkryli, ale mogą spodobać się tym wszystkim, którzy lubią ostrzejszą jazdę, podrasowaną hiphopowymi wokalami. Po dwóch tygodniach obecności w amerykańskich mediach udało się im uzyskać status złotej, a po niespełna dwóch miesiącach platynowej płyty – nie mówię, że to przesądza o wszystkim, ale o czymś jednak świadczy.