30 ton - 30ton.com.pl (Chester)

Przebywasz tutaj: Prasa / Wywiady

Wokalista Linkin Park, Chester, rozmawiał ze mną mówiąc do telefonu komórkowego, będąc w trasie koncertowej po Stanach Zjednoczonych. Fakt sam w sobie może mało ciekawy, gdyby nie to... że w tym samym autobusie jechała z nimi grupa P.O.D.

Jak doszło do tego, że wasz zespół pojawił się na scenie... Czy od razu istnieliście pod nazwą Linkin Park?

C.B: Na początku nazywaliśmy się Hybrid Theory, co stanowi też tytuł naszego albumu. Ale gdy dowiedzieliśmy się, że Hybrid Theory jest nazwą zastrzeżoną, postanowiliśmy ją zmienić. W Santa Monica, miejscowości, z której pochodzę, jest miejsce, które nazywa się Linkin Park. Pomyślałem, że to będzie dobra nazwa dla naszego zespołu.

Ciężko było wam, jako debiutantom, pracować w studiu nad nagraniami?

C.B: To było naprawdę niesamowite przeżycie, a zarazem bardzo pouczające doświadczenie. Pracowaliśmy w studiu, w którym wcześniej nagrywali między innymi Pearl Jam i Alice In Chains, a także wiele innych rockowych zespołów. Mieliśmy przy tym dużo zabawy. Było też, niestety, kilka frustrujących momentów, na przykład, kiedy nasz producent chciał zmieniać brzmienie gitar, albo, gdy utwory nie brzmiały tak, jakbyśmy chcieli. Jednocześnie podczas pracy w studiu starałem się pisać teksty do utworów, dzięki czemu w niektórych z nich słychać złość, o którą tak naprawdę mi chodziło. Jedno jest pewne - po tym wydarzeniu staliśmy się sobie bliżsi.

Jacy wokaliści wpłynęli na twój styl śpiewania?

C.B: Jest ich co najmniej kilku. Na pewno jest nim Robert Plant. Muszę tu wymienić też Scotta Weilanda, wokalistę Stone Temple Pilots. Inspirowali mnie także artyści, którzy odwoływali się do punk rocka - tacy jak na przykład Kurt Cobain z Nirvany...

No właśnie... Nirvana... Kiedy ukazał się album "Nevermind" miałeś 15 lat. Jakie to było dla Ciebie przeżycie?

C.B: To jedna z moich ulubionych płyt dekady. Ona naprawdę zmieniła muzykę. Cała scena była wtedy plastikowa, pełna lalek. Rządziły takie pop-metalowe zespoły jak Cinderella czy Poison. A tu nagle pojawia się Nirvana, która po prostu wszystkich wykosiła. Ich płyta miała niezwykłe brzmienie. Gdy tylko ta muzyka dotarła do mego ucha, zostałem ich wiernym fanem.

Po śmierci Kurta Cobaina wiele się w Stanach zmieniło. Amerykańską scenę zdominował pop, ale teraz sytuacja się odwraca. Co się stało, że teraz do głosu znów doszły takie formacje jak Korn czy Limp Bizkit?

C.B: Wiesz najbardziej interesujące jest to, czego brakowało pięć lat temu. Wszystkie te zespoły, które teraz są popularne, dopiero zaczynały. Nie było artystów, którzy łączyliby rap z rockiem. Wiesz jedyne co się pojawiało to na przykład Aerosmith z RUN DMC. Pięć, sześć lat temu tego typu granie dopiero się rozkręcało. To dlatego też brzmienie i Linkin Park i innych formacji jest zbliżone do siebie. Wszyscy poruszamy się na tej samej orbicie i dlatego też dzieje się to (oczywiście na mniejszą skalę) co kiedyś się działo z grunge.