Linkin Park idzie do Narodów Zjednoczonych (Mike)

Przebywasz tutaj: Prasa / Wywiady
Rozmowa z Mike'iem Shinodą z Linkin Park

Mike Ragogna: Cóż, Linkin Park spotyka się z Organizacją Narodów Zjednoczonych.

Mike Shinoda: Byliśmy w trakcie trasy po Stanach Zjednoczonych, będącej częścią naszego światowego tournee promującego album A Thousand Suns, kiedy otrzymaliśmy maila od ONZ. Pytali, czy nie jesteśmy zainteresowani spotkaniem z sekretarzem generalnym ONZ, Ban Ki-moon'em i kilkoma członkami Fundacji ONZ, aby podyskutować o Haiti. Byliśmy podekscytowani, ponieważ nie ustajemy w wysiłkach, by wspomagać ludzi, którzy ucierpieli w trzęsieniu ziemi na Haiti. Nasze przedsięwzięcie nosi nazwę Download To Donate. ONZ chciało zaznajomić się z Music For Relief i Linkin Park, jak również z Download To Donate. Krótko mówiąc, połączyliśmy się za pomocą Facebooka. Był to internetowy czat w czterech różnych miastach; największy czat, w jakim brałem udział. Był też skomplikowany do zorganizowania. Wydaje mi się, że łączyliśmy się z Nowym Jorkiem, Los Angeles, siedzibą Facebooka i Waszyngtonem. Generalny Sekretarz ONZ usiadł w jednym pokoju z czworgiem członków naszego zespołu i razem rozmawialiśmy o akcjach Download To Donate i Music For Relief. Gratulowali nam tego, co do tej pory zrobiliśmy, a my mieliśmy okazję omówić kilka pomysłów związanych z dalszą pomocą dla Haiti. Nawet po roku akcja odbudowy wciąż trwa.

MR: To naprawdę pokrzepiające, że uwaga wciąż skupia się na Haiti.

MS: Trzeba przyznać, że zawsze mamy do czynienia z masą wydarzeń, które zasługują na uwagę w wiadomościach. Ludziom sprawia trudność, by zdecydować, na co zwracać uwagę i kogo wspomagać, nawet, jeśli dysponują pieniędzmi. Czasy są ciężkie. Ludzie mogą po prostu nie mieć funduszy, by wesprzeć sprawę, nawet, jeśli podoba im się inicjatywa. Jednym z celów, który przyświecał nam z Doanload To Donate było to, by uczestnictwo w tej akcji stało się dla ludzi rzeczą naprawdę prostą, i jeśli chcesz w niej wziąć udział, a nie masz pieniędzy, też możesz to zrobić. Stworzyliśmy http://www.downloadtodonate.org, a sto procent zgromadzonych funduszy zostaje przeznaczonych bezpośrednio na odbudowę Haiti. Oryginalność pomysłu polega na tym, że pozwalamy wam pobierać muzykę, którą w tamtym momencie stanowiło dwanaście utworów; mogliście też ofiarować tyle, ile tylko chcieliście. W tym monecie, ewoluowało to do zupełnie innego formatu. Teraz, rok później, wydaje nam się, że stała kwota darowizny jest czymś, co sprawdza się lepiej. Jest to kwota dziesięciu dolarów - możesz albo odwiedzić witrynę i przekazać datek, albo wysłać smsa o treści relief na nr 41010. Otrzymujesz dostęp w zasadzie do całej muzycznej biblioteki Download To Donate - i nie jest to już 12 piosenek, teraz to ponad 60 utworów pochodzących od artystów, takich jak Alanis Morissette, All American Rejects, Crystal Method, Enrique Iglesias, Everest, Glitch Mob, Jack Johnson, Kenna, Linkin Park, Lupe Fiasco, Metric i wielu innych. Znajdziesz tam mnóstwo muzyki; jeśli odwiedzisz http://www.downloadtodonate.org, sam się przekonasz. Sto procent zgromadzonych funduszy wędruje na wsparcie dla Haiti.

MR: Jakie są twoje wrażenia po Facebook'owej konferencji?

MS: Byłem podekscytowany. Konferencja trwała krótko, ponieważ byliśmy od siebie oddzieleni. Chcieliśmy być pewni, że mamy ze sobą potrzebne informacje, a nasza rozmowa będzie pouczająca. Czułem, że przeprowadzamy owocną dyskusję, naprawdę wiele się nauczyłem. Kiedy już się rozłączyliśmy, nasz zespół rozmawiał jeszcze przez chwilę z ludźmi ONZ w Los Angles. Razem z Phoenixem byłem w siedzibie Facebooka, a więc jeszcze przez chwilę kontynuowaliśmy rozmowę z członkami fundacji związanej z ONZ. Jedną z rzeczy, która szczególnie utkwiła mi w pamięci, było to, że zorganizowali kampanię, aby pozyskać moskitiery dla rodzin, które mieszkają w tymczasowych namiotowych obozowiskach. Wielu ludzi, którzy nie mieli dokąd pójść albo których domy zostały zniszczone, żyje w takich tymczasowych schroniskach. Wielu z nich chorowało i umierało z powodu malarii i innych chorób spowodowanych przez owady. Naprawdę potrzebowali tych moskitier. Fundacja ONZ zorganizowała więc kampanię, w której celem było ich pozyskanie; uratowali w ten sposób wiele istnień ludzkich, bazując na tak prostej kampanii. Organizują teraz kolejną akcję, której pomysł wydaje mi się bardzo trafiony - chodzi o kampanię związaną z lampami zasilanymi energią słoneczną. Okazało się, że w wielu obozowiskach nie ma w ogóle światła. Ludzie chodzą z latarkami i świecami, a nie jest to bezpieczne, szczególnie dla kobiet i dzieci, które w ten sposób poruszają się w ciemnościach. Mogą kryć się w nich grabieżcy, a jak wielu ludzi wie, więzienia zostały zniszczone, co przyczyniło się do tego, że więźniowie zbiegli. Nie mają teraz czasu, by zrobić z tym wszystkim porządek i schwytać wszystkich ludzi, którzy powinni siedzieć w wiezieniu; mają tam do czynienia z wieloma aktami przemocy. Jedną z rzeczy, którą zrobili, by im zapobiec, jest doprowadzenie światła. Wydaje się, że jest to coś prostego, coś, co uważamy za oczywistą oczywistość. Mają tam dużo słońca, lampy słoneczne są więc dobrym rozwiązaniem problemu. Celem tej kampanii jest więc pozyskanie lamp słonecznych dla rodzin, które ich potrzebują. Mamy zamiar wesprzeć tą kampanię.

MR: Celem akcji jest pozyskanie setki nowych lamp solarnych; myślisz, że uda im się przekroczyć tą liczbę?

MS: Absolutnie, wierzę, że tak. Postarają się o tyle, ile tylko potrzeba. Atutem tego typu kampanii jest to, że są bardzo konkretne i mają ściśle określony cel, jak ten, o którym teraz rozmawiamy. Lepiej jest, kiedy wiesz, czego dokładnie potrzebujesz, ile lamp potrzebujesz, do ilu rodzin trafią i wreszcie, jaki będzie tego skutek. Wielu ludzi, którzy mają wątpliwości, co do przekazania darowizny na cele charytatywne, podchodzi do tego w ten sposób: ok, jeśli Czerwony Krzyż przyjmuje miliony dolarów, gdzie trafiają te wszystkie pieniądze? Chcą wiedzieć, co konkretnie zostało zrobione. W kampanii skierowanej na ściśle określoną sprawę, jak ta z lampami solarnymi, wszystko jest skonkretyzowane, a ty otrzymujesz bardzo dokładne rezultaty.

MR: Wydaje się, że twój zespół jest zespołem, w którym każdy zawsze eksperymentuje. Czy to sprawiedliwe stwierdzenie?

MS: Tak, można tak powiedzieć.

MR: Jak myślisz, jak bardzo dorośliście jako zespół od czasów wczesnych publikacji?

MS: Cóż, jeśli chodzi o to, gdzie w 2000 roku znajdowaliśmy się twórczo, to staraliśmy się stworzyć Hybrid Theory, jako płytę będącą swego rodzaju oświadczeniem. Mówiliśmy: oto, czym jest zespół, oto, co mamy zamiar robić, oto, co definiuje sposób, w jaki miksujemy różne style i jak różni nas to od innych zespołów. Wydaje mi się, że płyta ta, od piosenki do piosenki, miała na celu wydanie wyraźnego oświadczenia na temat muzyki, którą tworzymy. Jeśli z kolei chodzi o tożsamość płyty, istnieje wiele podobieństw między jednym a drugim utworem. Aby dać ci wyobrażenie o tym, jak nagrywa się płytę taką jak ta, powiem, że stroisz gitarę na odpowiedni ton, to samo robisz z perkusją i grasz prawie wszystkie utwory przy tych samych ustawieniach, tak jak podczas prób w studiu. My jednak z każdą płytą chcemy podejmować nowe wyzwania; wtedy naszym celem było stworzenie dźwięku, który był naszym własnym, nowym. Jako że zespół ewoluował, wyzwaniem stało się nowe podejście do sprawy i przedstawienie tego, kim teraz jesteśmy jako zespół. Chcemy nadal stawiać sobie wysokie wymagania i wciąż traktować to za coś interesującego. Jeśli mielibyśmy na każdej płycie powielać pomysły, byłoby to z naszej strony próżniactwem. W naszym przypadku kończy się to więc tak, że od albumu do albumu robimy coś nowego i stawiamy sobie nowe wyzwania. Szczególnie na nowej płycie chcieliśmy wyjść poza konwencjonalne rozwiązania i spróbować czegoś zupełnie innego od tego, czego po zespole spodziewali się ludzie, i może nawet od tego, czego spodziewaliśmy się sami po sobie.

MR: Aby promować album, zagraliście też ''The Catalyst'' w Griffith Observatory.

MS: Inne wydarzenie, które przychodzi mi na myśl to występ przy wspaniałym hiszpańskim zabytku o nazwie Puerta de Alcalá; miało to miejsce na gali MTV EMA i zagraliśmy wtedy ''Waiting for the End''. Ta piosenka była transmitowana w telewizji, ale w rzeczywistości zagraliśmy pełnogodzinny set, a ponad 50 000 ludzi przybyło, by obejrzeć to show. Stali na ulicach i śpiewali piosenki. Mogliśmy to sfilmować i zamierzamy reedytować A Thousand Suns w ramach specjalnej limitowanej wersji, która zawierać będzie nagranie DVD tego występu. Dostajesz DVD i MP3 utworów w wersji live, jest to więc nowa publikacja albumu dla fanów, którzy są zainteresowani tym konkretnym występem i chcą usłyszeć kilka starych piosenek zagranych na żywo.

MS: Jakieś rady dla nowych artystów?

MS: Moje rady dla nowych artystów... Zawsze czuję się, jakby zacięła mi się płyta, ponieważ mówię to samo. W dzisiejszych czasach, najważniejszą rzeczą jest to, by tworzyli samodzielnie, by zaznajomili się z nagrywaniem swojej własnej muzyki, z dystrybuowaniem swojej własnej muzyki i w końcu z budowaniem swojej własnej rzeszy fanów, bez znaczącej pomocy innych ludzi. Sądzę, że największą kulą u nogi wielu młodych artystów jest to, że podpisując umowę z kimś ważnym, myślą, że ktoś, kto zna się na tym lepiej, przyjdzie i w magiczny sposób zbuduje za nich rzeszę fanów. To nie działa w ten sposób. Naprawdę, istnieje wiele aplikacji, wiele programów, które możesz pobrać lub korzystać z nich online, i które udostępnią ci narzędzia potrzebne do pracy. Jeśli będziesz w stanie samodzielnie rozbudować rzeszę fanów z tysiąca do dziesięciu tysięcy, a potem zdecydujesz się podpisać kontrakt z dużą wytwórnią płytową, będziesz miał większą możliwość wywierania nacisku. Masz dziesięciotysięczną bazę fanów, która daje ci więcej wpływów, dlatego będą musieli zagwarantować ci więcej w umowie, jeśli zdecydujesz się ją zawrzeć. Jeśli zajmujesz się tym na własną rękę, ale z dziesięcioma tysiącami fanów, masz do tego święte prawo. Będziesz zarabiał sto procent zamiast drobnego ułamka, z którym zostawiliby cię po zaangażowaniu z małym artystą, który nie ma żadnych wpływów.

MR: Oczywiście, młody artysta ma teraz zdecydowanie więcej możliwości i opcji niż kiedykolwiek wcześniej.

MS: Śmiałem się z tego kilka dni temu. Nawet dziesięć lat temu, kiedy chcieliśmy popracować nad muzyką w naszym busie, potrzebowaliśmy sprzętu o wymiarach lodówki. Dzisiaj mogę po prostu wziąć swojego laptopa. Mówimy tutaj o Pro Tools, Garage Band, Logic i innych tego typu programach. Osobiście korzystam z Pro Tools. Myślę, że są świetne. Kiedy stworzysz już kilka utworów, masz Facebooka, masz Twittera, masz inne świetne strony, takie jak Bandcamp czy Topspin, które pomogą ci, w zasadzie, sprzedać twoją muzykę i bilety na koncerty. Teraz możesz dokonać czegoś, o czym pięć lat temu nie mogłeś nawet pomyśleć. Artyści mogą zajść naprawdę bardzo daleko, nawet pracując samodzielnie.

MR: Nadal jesteście w trasie?

MS: Tak, właśnie zakończyliśmy amerykańską część tournee i przygotowujemy się do koncertów w Europie, a wszystkie daty występów znajdziecie na linkinpark.com. Nie zapomnijcie zajrzeć na http://www.downloadtodonate.org, aby zgarnąć sześćdziesiąt dodatkowych piosenek. Swoją drogą, utwory będą w dalszym ciągu dodawane. Jeśli teraz ofiarujecie dziesięć dolarów, dostaniecie wszystkie utwory i, dodatkowo, którąkolwiek z piosenek dodanych w najbliższej przyszłości.