Linkin Park kończą apokaliptyczny album
Tak, jak obiecałem - zamieszczam tłumaczenie wywiadu Chestera dla VH1. Czytając go można powiedzieć, że tak naprawdę Brad nie powiedział nic - dopiero Bennington podnosi ciśnienie...
W międzyczasie ukazał się jeszcze jeden artykuł, na RollingStone.com. Jego tłumaczenia też możecie się spodziewać wkrótce. A teraz zapraszam do czytania:
15 maja Linkin Park wypuści "Minutes to Midnight", ich bardzo oczekiwany, trzeci album, następca Meteory z 2003 roku. I mimo tego, że prace nad płytą trwały przez niemal przez cztery lata, jest ona oparta na koncepcji o wiele, wiele starszej i przyprawiającej o dreszcze skóry.
"Tytuł odnosi się do Zegara Zagłady, który został stworzony przez naukowców na Uniwersytecie w Chicago po tym, jak USA zrzuciły bombę atomową na Japonię pod koniec II Wojny Światowej", wyjaśnia jeden z liderów zespołu, Chester Bennington. "Mając świadomość jak destruktywną moc posiadła ludzkość, zastanawiali się jakie będą tego skutki, i że koniec świata może być bliski.
Po II Wojnie Światowej, kiedy Związek Radziecki przeprowadziło próby z pierwszą bombą atomową, ustawiono Zegar Zagłady. Wskazówkami wyznacza on czas pomiędzy godziną 11:45, a północą... a kiedy znajduje się na "za piętnaście", oznacza to że świat jest względnie stabilny, ale odkąd posiadamy taką moc, nadal tylko 15 minut dzieli nas od końca świata", kontynuuje. "Kiedy USA i ZSRR prowadziły nuklearny szantaż w latach 60-tych, zegar ustawiono na "za trzy" dwunasta. Odkąd został zbudowany przesuwano go w tę i z powrotem około 18 razy. W tej chwili jest ustawiony na "za pięć"."
I mimo tego, że Bennington zapewnia, iż nowy album Linkin Park nie będzie rozmyślaniem nad niebezpiecznym stanem naszego świata, zdaje sobie sprawę, że zespół po raz pierwszy pisze o "rzeczach, których by nie poruszyli" kilka lat temu. Czyni to "Północ" jeszcze trafniejszą metaforą.
"Kiedy tworzyliśmy Hybrid Theory, byłem najstarszy w zespole; miałem jakieś 23 lata, czy coś takiego. I rzeczy, które nie były dla nas wtedy ważne, są takie teraz. Mimo tego, że nie piszemy o kilku rzeczach dosłownie, jest w paru piosenkach podtekst polityczny", mówi Bennington. "Wpadł mi więc na myśl pomysł z "Północą" - nie jako odniesienie do świata, lecz odniesienie do zespołu. To, jakimi postrzegają nas ludzie i jakimi znali nas kiedy słyszeli pierwszy album... wszystko to się zmieni. Sposób, w jaki zostaliśmy zaszufladkowani, w jaki sposób ludzie myślą, że nas znają, skończy się.
Weźmy za przykład pierwszy singiel z "Minutes to Midnight", "What I've Done". Napisany przez Benningtona i Shinodę po tym, jak zdecydowali się na pomysł z "Północą", utwór ten zupełnie niszczy rap-rockowy image i pokazuje zupełnie nowe brzmienie.
"Joe przyszedł kiedyś do mnie i Mike'a i podsunął pomysł przeniesienia całe symboliki "Minut do Północy" na zespół, w jaki sposób się zmienił. To pokazanie, że mówimy "pa-pa" grupie, jaką byliśmy kiedyś", mówi Bennington. "Tekst w pierwszej zwrotce mówi "W tym pożegnaniu nikt nie krwawi, nikt się nie tłumaczy' i od razu zauważysz, że zespół brzmi inaczej: perkusja jest bardziej surowa, tak samo gitary, a wokale nie są potrojone. Jesteśmy tam tylko my... i tego właśnie chciał od nas Rick. Po prostu powiedział nam, 'jeśli coś ma brzmieć tak, jak mogło brzmieć na pierwszych dwóch płytach, to nie będziemy nad tym pracować.'"
Zespół przedstawi swój nowy wizerunek podczas letniej trasy koncertowej, na wznowionej Projekt Revolution Tour, którą zapoczątkowali w 2002 roku. Pomimo tego, że na razie mało jest szczegółów, Bennington podał MTV News parę szczegółów.
"Nie mogę powiedzieć więcej, ale Projekt Revolution zacznie się ego lata", śmieje się. "Wygląda na to, że 24 lipca, a zakończy się w okolicach Święta Pracy. To trasa, której nikt nie może przegapić. Według mnie - jako fana muzyki - to najbardziej ekscytująca trasa, jaką dane mi będzie widzieć od jakiegoś czasu.
W tej chwili Linkin Park zawężają listę 17 utworów aby stworzyć końcową listę "Północy" i mimo tego, że nie ma pewności które z nich przejdą, Bennington ma nadzieję, że jeden szczególny tam się znajdzie - "The Little Things Give You Away".
Bennington opisuje tą piosenkę jako "wyżyny tego, co możemy osiągnąć jako zespół" i podkreśla jej rozległość oraz majestatyczność. Jest to - w skrócie - muzyczny odpowiednik detonacji bomby atomowej, który zamknie album w śmiertelnym uścisku niszczenia i zaczynania od nowa.
"To epicki utwór, ale jest też na swój sposób delikatny. Jest tam świetny riff gitarowy, który wchodzi akustycznie, a tekst mówi naprawdę dużo. Myślę, że poruszy to ludzi w sposób, w jaki Linkin Park jeszcze tego wcześniej nie zrobił", mówi entuzjastycznie. "Jest tam takie załamanie, które stanowi mój ulubiony fragment na płycie. To piękne i ponadczasowe brzmienie, ze świetnym syntezatorowym dźwiękiem... a Brad wbija się w tą piękną solówkę i sprawia, że to wszystko narasta, narasta i narasta, aż wreszcie załamuje się i wpada w sekcję a capella. To olbrzymia eksplozja dźwięku, długa na ponad 6 minut i jest naprawdę, zupełnie porażająca. Nie mogę się doczekać, kiedy ludzie to usłyszą."
