'Gaz do dechy', czyli wywiad z Chesterem

13 lip 2009
więcej | komentarze (15) 13.07.2009 - 08:44 - napisał corell

Kiedyś zespół udzielał sporo wywiadów telefonicznych i moim zdaniem były to najlepsze tego typu materiały. W bezpośredniej rozmowie Mike, czy Chester pozwalali sobie na więcej, szło dużo nieoficjalnych informacji. Teraz, ze względu na częste błędy w interpretacji słów muzyków zespół odszedł od tej polityki, ale jak widać, nie do końca. Taipei Times, lokalny - Tajwański - odpowiednik znanej gazety, przedstawia na swojej stronie nowy wywiad z Benningtonem.

Wiem, że Qba już o tym informował, ale to naprawdę fajna rzecz, dużo słów o "starym" LP, trudnej drodze na szczyt, chorobie alkoholowej i Internecie. Warte przetłumaczenia.

Wokalista grupy Linkin Park opowiada o tym jak Internet zmienił muzykę, o swoim solowym projekcie Dead by Sunrise oraz planach na wydanie nowego albumu zespołu w przyszłym roku.

Nieco ponad 10 lat temu Chester Bennington wcinał hamburgery w Burger King i był tak biedny, że jego głównym śrokiem transportu była deskorolka. Wtedy dołączył do nu-metalowego zespołu Linkin Park, a w 2001 roku ich debiutancki album (przyjazna dla stacji radiowych mieszanka hip-hopu i heavy metalu) wystrzelił na szczyty list przebojów, na kórych zespół już pozostał. Wszystkie trzy ich albumy, Hybrid Theory, Meteora (2003) i Minutes to Midnight (2007) osiągnęły pierwsze miejsce na amerykańskiej liście Billboard i sprzedały się łącznie w liczbie 250 000 kopii w Tajwanie; tu wystąpili po raz pierwszy w 2007 przed 40 000 fanów na stadionie piłkarskim Zhongshan. Według organizatorów były to najszybciej rozchodzące się bilety na zagraniczną gwiazdę od czasu koncertu Michaela Jacksona.

Nasz reporter, Ron Brownlow, rozmawiał ostatnio przez telefon z Benningtonem, wiodącym wokalistą Linkin Park, o powrocie zespołu na Tajwan w ramach przypadającej na przyszły miesiąc letniej trasy.

Taipei Times: W późnych latach 90-tych, po wysłuchaniu dema rzuciłeś pracę i przeprowadziłeś do Kalifornii aby dołączyć do Lincoln Park. Co cię do tego skłoniło?

Chester Bennington: Mały człowieczek, który mieszka w mojej głowie [robi pauzę dla efektu]. Jestem bardzo emocjonalny, odczuwam rzeczy wnętrznościami. Powiedziałbym, że w wielu kwestiach Mike Shinoda myśli zupełnie inaczej ode mnie, ale jakimś sposobem dochodzimy do tych samych wniosków. Więc za bardzo tego nie analizowałem. Odkryłem, że kiedy tylko coś mi serce podpowiada, tak powinienem zrobić. Kiedy zaczynam za mocno się nad czymś zastanawiać, pakuję się w kłopoty. Więc kiedy tylko usłyszałem demo, powiedziałem sobie, "pojadę tam". Słuchając muzyki od razu zdałem sobie sprawę, że jest to coś, czego wcześniej nie słyszałem. Czasami może się to okazać zgubne [śmieje się]. W tej sytuacji było bardzo dobre i słuchając muzyki różne świetne melodie zaczęły same wskakiwać mi do głowy. Pomyślałem sobie, "to jest znak. Muszę jechać, muszę to zrobić. To naprawdę coś". I jak tylko tam dotarłem okazało się, że to naprawdę coś. Od samego początku prób kopaliśmy tyłki jako zespół. Myślałem, "przecież to oczywiste. To moja szansa. Dostanę tylko jedną taką okazję. Chcę tak właśnie pokierować swoje życie i jeśli nie podejmę ryzyka, to się nie ziści". Rzuciłem więc pracę, przeprowadziłem się, wprowadziłem na kanapę Mike'a, żyłem na tylnym siedzeniu samochodu, w parszywym mieszkaniu w którym zapadał się dach. Ten czas nagrywania płyty zmienił sześciu gości z Kalifornii i Arizony do końca życia [śmieje się].

Równie dobrze mógłby to być czas zmarnowany. Fajne doświadczenie, po którym powiedziałbym wnukom, "tak, swego czasu przeprowadziłem się do Kalifornii aby spróbować sił z tym zespołem". Tak też mogło wyjść. Ale coś w środku podpowiadało mi, "to jest to, musisz jechać".

TT: To demo, to coś co już słyszeliśmy?

CB: Muszą być gdzieś jakieś jego wersje. Demo znalazło się na EP-ce, którą już wcześniej nagrali jako zespół. Sprzedawali ją na koncertach i rozdawali za darmo. Utwory, które wtedy usłyszałem pochodziły właśnie z niej. Różnica była taka, że na kopii, którą mi przesłali, na jednej stronie była sama muzyka, a na drugiej piosenki z głosem ich byłego wokalisty. Kiedy ich słuchałem po raz pierwszy, robiłem to bez wokalu. Jedna z nich skończyła na Hybrid Theory, ale zmieniliśmy w niej melodię.

(Później, w trakcie trwania wywiadu, okazało się, że Bennington nawiązuje do Forgotten.

Linkin Park został zawiązany w Kalifornii w 1996 roku, kiedy szkolni przyjaciele, Mike Shinoda, Rob Bourdon i Brad Delson założyli zespół. Po liceum do trójki dołączył Dave Farrell, Mark Wakefield i Joe Hahn; wtedy nazywali się Xero. Później, kiedy Wakefield, wokalista zespołu, oraz Farrell odeszli, nazwa zmieniła się z Xero na Hybrid Theory, a Bennington został przyjęty jako nowy wokalista, plecony przez Jeffa Blue, wiceprezesa Zomba Music. Po sugestiach Benningtona zespół ponownie zmienił nazwę, tym razem rozmyślnie myląc nazwę parku w Santa Monica, w Kalifornii. Na swojej stronie internetowej zamieszczali nagrania w mp3 i zwerbowali "street team" z fanów z całego świata aby pomogli im w promowaniu ich muzyki. Po kilku odrzuceniach ze strony wydawnictw, Linkin Park podpisali kontrakt z Warner Bros Records, gdzie Blue był wtedy wiceprezesem, w 1999 roku. Hybrid Theory sprzedała się w 14 milionach kopii i była najczęściej kupowaną płytą w 2001 roku.)

TT: W jednym z przypadków ktoś z wytwórni powiedział wam, "Nie podpiszemy kontraktu na pieprzony milion dolarów". Co pozwoliło wam przeć z tym zespołem do przodu mimo tego, że nikt nie chciał podpisać kontraktu?

CB: Nie mieliśmy wątpliwości, że nie jesteśmy do bani. Wiedzieliśmy za to z pewnością, że ludzie, którzy się z nami spotykali nie mieli kompetencji aby określać jaka muzyka jest do bani. Mówiliśmy, "jeszcze tego nie łapią. Nie łapią. Kopiemy tyłki i wiem o tym dobrze. Ludzie nas słuchają i przychodzą na nasze koncerty."

Nie graliśmy wielu koncertów, więc siedzieliśmy w sali prób, pisaliśmy kawałki, trenowaliśmy je i patrzyliśmy jak wypadają na żywo. Jeśli nam się nie podobało wracaliśmy do domu Mike'a i pisaliśmy od nowa. Po prostu pisaliśmy i graliśmy dopóki nie mieliśmy piosenki, która była dobra. Kiedy graliśmy koncert, zapraszaliśmy znajomych i te 300 osób mówiło o nas swoim znajomym, "oni nie są do dupy. Musicie zobaczyć ten zespół". Zanim się oglądnąłeś było już 600 osób. Nie byliśmy jednym z tych zespołów, które grają dużo koncertów każdego tygodnia. Kiedy zostaliśmy odrzuceni mieliśmy już w głowach myśl, że zamierzamy grać. Nawet bez kontraktu. Musieliśmy robić to na własną rękę.

Zawiązaliśmy street team, podążaliśmy modelem hip-hopowym, w którym dzieciaki na ulicy przekazują sobie składanki z rąk do rąk. Zrobiliśmy to z naszą muzyką, przekazaliśmy im nasze płyty z muzyką. Na koncertach mieliśmy grupę dzieciaków, która rozdawała CD innym ludziom. Jeśli im się podobało, namawialiśmy ich na kontakt z nami, aby stali się częścią street team; dostawali płyty CD do rozdawania. Wydaje mi się, że do czasu wydania Hybrid Theory rozdaliśmy coś koło 250 000 sztuk.

TT: Mike Shinoda ostatnio powiedział, że wasz nowy album będzie na tyle wyjątkowy, że "będą musieli wymyślić nową nazwę na gatunek, w którym będzie nagrany".

CB: Będzie się nazywał Space Rocks. Nie no, żartuję [śmieje się]. Będzie się nazywał Old Metal [pauzuje]... Nie, właściwie to będzie trudniej umieścić nas w granicach gatunku. Wydaje mi się, że na początku byliśmy postrzegani jako zespół metalowy. Później staliśmy się zespołem alternatywnym. A teraz jesteśmy i tym, i tym z dodatkiem składu hip-hopowego. Przez cały czas staje się też coraz trudniejszym bycie w zespole i pisanie kawałków, dlatego że napisaliśmy taką masę materiału, jakiej nikt poza nami i producentem nie słyszał.

Nad tą płytą również pracuje z nami Rick Rubin. Jeśli uważa, że słyszy cokolwiek, co słyszał już podczas procesu nagrywania Minutes To Midnight lub kiedykolwiek wcześniej, mówi: "To zostało zrobione. Ta piosenka odpada". Teraz wszyscy patrzymy w ten sposób, ponieważ nie chcemy żeby Rick mówił nam, że "to brzmi jak to-i-tamto sprzed 10 lat".

(Rubin, który który wyprodukował ostatni album Linkin Park, Minutes to Midnight, stał się sławny dzięki ufundowaniu wraz z Russellem Simmonsem wytwórni Def Jam Records; był wtedy nadal studentem. Do jego sławy przyczynił się także fakt doprowadzenia do współpracy Run-DMC i Aerosmith przy coverze Walk This Way. Jest znany z odrodzenia się kariery Johnnego Casha, co stało się po wydaniu serii albumów pod sztandarem wytwórni Rubina, American Recordings. Ostatnio produkował albumy U2, Green Day i Metallici. Rubin i Linkin Park pracują obecnie nad albumem, którego data wydania wyznaczona jest na wczesny okres przyszłego roku.)

TT: Jakie są wspólne elementy nowego albumu?

CB: Założeniem jest takie, aby rytmy były naprawdę wyjątkowe i interesujące; idea, która umożliwia piosence być atmosferyczną i piękną, czy psychodeliczną i szaloną jest jak najbardziej do zaakceptowania. Gramy na wszystkich rodzajach instrumentów klawiszowych, zapętlamy to, nakładamy efekty, samplujemy, gramy od tyłu, odtwarzamy za pomocą innego keyboardu, siedzimy i przedzieramy się przez opary muzycznego absurdu; wypełniliśmy studio balonami, otoczeni przez to surrealistyczne środowisko. Odwalamy nieźle pokręcone rzeczy i skutkiem tego pozwalamy sobie bardziej na wolne myślenie, niż na nastawienie typu "napisz kawałek, który będzie hitem". Potrafimy to zrobić, wiemy jak i to niezła zabawa, ale zróbmy to w świeży sposób, podejmijmy wyzwanie. To jest właśnie trudna część, a zarazem największa zabawa.

TT: Czy kawałek napisany na potrzeby nowego filmu Transformers nosi jakieś znamiona brzmienia nowego albumu?

CB: Trochę tak, trochę nie. Tak, ponieważ nagrywaliśmy utwór mając w głowie te zasady: OK, nie musimy mieć hip-hopowego bitu, mogą być męskie, syntezowane, zniekształcone przez efekty wokale i cały ten kram. Z tego wszystkiego wychodzi całkiem niezła muzyka. Muzyka w New Divide jest nieźle pokręcona, oryginalna. [Zespół Linkin Park pomógł także napisać ilustrację muzyczną do filmu.] Elementy oparte na elektronice są mocno zaakcentowane w New Divide. Właśnie ten element będzie z pewnością bardziej wyeksponowany.

TT: Opowiedz mi o swoim solowym projekcie, Dead by Sunrise. Jak wpadłeś na tę nazwę?

CB: Wymyśliłem ją po tym, jak doświadczyłem wielu dni, podczas których czułem, że nie dotrwam do kolejnego. Podczas różnych faz nagrywania tego albumu przechodziłem bardzo trudne chwile. Pierwsza faza nastąpiła na samym początku nagrywania, kiedy byłem rozwiedziony. Mój zespół miał przerwę i walczył z wytwórnią... w 2005, 2006... wtedy piłem whisky... to było śmiechu warte. Dosłownie nie opuszczałem domu, zamknąłem się w szafie, codziennie miałem drgawki; sądziłem, że umrę. Osiwiałem i miałem chory wygląd, skórę na granicy żółtego koloru, spuchniętą wątrobę. To było straszne.

Wtedy ponownie się ożeniłem i zdałem sobie sprawę, że to nie jest sposób na życie. W trakcie przechodzenia tego wszystkiego doświadczałem także nowych, pięknych rzeczy - wspaniałego, zdrowego związku w kochającym otoczeniu, nowych stosunków z chłopakami z zespołu, na trzeźwo i dzięki temu odkryłem kim jestem naprawdę. Jest więc bardzo mroczna część tego albumu, bardzo osobista część, ale jest też ta bardzo jasno błyszcząca.

TT: Kiedy będziecie grać w Taipei masz zamiar zagrać coś ze swojego solowego albumu?

CB: [Pauza] Czy moje milczenie jest wystarczającą odpowiedzią?

TT: Na swoim blogu piszesz, że solowa płyta ma być "zbliżona do klasycznego rocka, z lekką domieszką elektroniki, dużą ilością klawiszy i syntezatorów" oraz, że "jest kilka momentów, w których zobaczycie jaki jest mój wpływ [na Linkin Park]". Możesz to rozwinąć?

CB: Dorastałem w czasach wielu ciekawych rzeczy. Był ruch New Romantic z tymi wszystkimi zespołami pop-elektronicznymi z Anglii. Świetna mroczna muzyka wychodziła nie tylko ze sceny alternatywnej całego świata, lecz także z grunge'u i odradzającego się w latach 90-tych punka. Wszystkie te elementy wywarły na mnie, jako artyście, spory wpływ i czerpał z każdego z nich.

TT: Byliście jednym z pierwszych zespołów, które zaczęły na taką skalę wykorzystywać Internet. Jak zmiany w sposobie odbioru muzyki - takie jak dzwonki, pobieranie pojedynczych utworów zamiast całych albumów - wpłynęły na tworzenie przez was muzyki?

CB: [Śmieje się] Śmiejemy się z przekonań ludzi, którzy sądzą, że wiedzą coś o biznesie muzycznym, nawet z samej definicji tego biznesu. Czasami żartujemy, "o, z tego będzie niezły dzwonek", ale nie zmieniło to w żaden sposób naszych metod tworzenia. Jedyną rzeczą, którą chcielibyśmy zobaczyć, to odpowiedź na pytanie, czy album jest jeszcze potrzebny? Nie jestem nawet pewien, czy nagrywanie albumu ma jeszcze sens. Może lepiej jest wydać cztery, pięć kawałków co parę miesięcy? Albo co pół roku? Albo wydać trzy kawałki na raz żeby następnie koncertować, tworzyć i wydawać kolejne w regularnych odstępach? Czemu nie skupić się na trzech świetnych utworach, napisać je najlepiej jak się da i wydać je w formie odpowiadającej fanom, a zespołowi dać możliwość pracy, a nie okazję do zniknięcia na 2 lata?

Jedna rzecz, którą Internet zmienił w odbiorze muzyki to ta, że teraz więcej ludzi kupuje single. Słyszą utwór w radiu i mówią "O, super!", a później wchodzą na jakikolwiek sklep z muzyką i kupują. A jeśli jest więcej utworów zespołu, których nie słyszeli mogą je przesłuchać przez 30 sekund a później zdecydować, "ta piosenka jest do bani. Ta jest do bani. O, ta mi się podoba! Tę też kupię". Podejmują tę samą decyzję jaką podejmuje producent płyty po wysłuchaniu 15 sekund utworu. Koleś, przecież możesz potwierdzić. Jesteś fanem muzyki. Słuchasz jej 15, 20 sekund i jeśli nie zajęła cię przez te 20 sekund, to ci się nie podoba, prawda? Wszystko zamieniło się w jedną wielką wytwórnię muzyczną z 3 miliardami krytyków. To naprawdę świetne! Zmuszanie ludzi do nagrywania lepszego materiału i radzenie sobie z wąską niszą naśladowców. Nie ma w tym niczego złego. I tak większość zespołów ląduje w tym miejscu.

Komentarze

Odpowiedz binarycode 17 lat temu napisał:

no ciekawe ciekawe

Odpowiedz Leslie 17 lat temu napisał/a:

Fajny wywiad :) Wielkie dzięki za tłumaczenie!

Odpowiedz corell 17 lat temu napisał:

ok, teraz już jest w całości. miłego czytania!

Odpowiedz Apocalyptic 17 lat temu napisał:

Dzięki za tłumaczenie :)

Odpowiedz Qba 17 lat temu napisał:

O, fajnie że jest całość. Ze względu na dużą objętość tekstu i brak mojego czasu nie mogłem przetłumaczyć całego. Wywiad rzeczywiście bardzo fajny, świetna robota z tłumaczeniem :)

Odpowiedz corell 17 lat temu napisał:

po tłumaczeniu nie miałem już siły żeby to czytać ponownie, więc dawajcie uwagi o jakichś ew. błędach.

Odpowiedz Kicaj 17 lat temu napisał:

Dzięki wielkie za tłumaczenie :) świetna robota:)

Odpowiedz u_god 17 lat temu napisał/a:

To teraz już wiadomo jaki ma głos, przepił go.

Odpowiedz netka_lp 17 lat temu napisał/a:

http://www.viva-tv.pl/article/9220_Personality.htm
głosujcie na LP xD

Odpowiedz H! Vltg3 17 lat temu napisał:

czyście ciasteczka i głosujcie ile chcecie... :D

Odpowiedz Nook 17 lat temu napisał:

http://www.noisecreep.com/2009/07/13/dead-by-sunrise-out-of-ashes-albu m-art-exclusive/ <---- okładka Out of Ashes

Odpowiedz NorseYggdrasill 17 lat temu napisał/a:

Ciekawe jak LP będzie grać na koncertach utwory DBS:D może dojdą po olej w głowie i zobaczą że DBS im nie jest wcale potrzebny!(przynajmniej Czesiowi) a może będzie tak ,że Czesław sam przejdzie siebie i będzie śpiewał swoje utwory DBS z LP na koncertach;D i będzie mu to o wiele lepiej wychodziło niż z inna bandą emościerwochów! Może Joe się upomni o swoje 5min na płycie;) i Rob zmieni zestaw bębnów na bardziej mocniejszy a nie przypominający kiszkę wyjętą ze szprotki o odgłosach piłki plażowej uderzającej o beton...A może tak kur.. wydadzą coś wreszcie album co ma 2CD! i 30 piosenek! :/

Odpowiedz Wrathu 17 lat temu napisał:

"Elementy oparte na elektronice są mocno zaakcentowane w New Divide. Właśnie ten element będzie z pewnością bardziej wyeksponowany." :]
Mogliby też nagrać wersje koncertowe Fainta, OSC, Crawlinga itp. w studiu i dać je np. na najnowszym LPU :)

Wielkie dzięki za tłumaczenie! Warto było ;)

Odpowiedz Szelon 17 lat temu napisał/a:

Kurczę, nie podoba mi się fakt że nowy album ma obfitować w elektronikę, tak jak na ND. Oby nadrobili mocnymi gitarami i perkusją!

Odpowiedz Miziol 17 lat temu napisał/a:

Fajnie by bylo jakby zrobili tak jak chez mowil ;d wydawac kilkapiosenek co pare miesiecy, a nie wydawac plyte, zrobic szum na pol roku, i zniknac na nastepne 2lata ;)

Dodaj komentarz

Dodawanie dalszych komentarzy zostało zablokowane.