Świąteczna jatka

28 gru 2005
komentarze (0) 28.12.2005 - 11:37 - napisał corell

Część druga zwierzeń LP na temat najbardziej nieudanych Świąt Bożego Narodzenia. Tym razem usłyszymy jak w pewne święta matka Chestera pomyślała, że dobrze będzie kiedy ten przyprowadzi swojego psa. Jedynym problemem było to, że pies matki nie przepadał za suką Chaza.

Chester: W świąteczny poranek moja suka leżała w holu, a ten drugi pies skoczył na nią i ją zaatakował. Rozdzieliliśmy je, a ja zaprowadziłem mojego do pokoju, żeby przez chwilę odpoczęła i jakąś godzinę później wchodzę, a ona dalej jest bardzo przerażona. Myślę sobie "OK, minęła już godzina, pewnie już zapomniała". Więc wchodzę, głaszczę ją i widzę że całą rękę mam we krwi. Nie mogłem wcześniej widzieć tej rany, pomyślałem "OK, świetnie. Jest świąteczny poranek, a mój pies cały we krwi. Gdzie została ugryziona?" No i szukam, aż zauważyłem na grzbiecie ranę długą jak mój palec i głęboką na centymetr.

Bennington opowiada co było dalej.

Chester: Mało co tam nie zwymiotowałem. To było obrzydliwe. Wyglądało to tak, jakby dosłownie miał jej odpaść łeb. Zupełnie jak w filmach, kiedy ktoś odcina komuś głowę, tamten się rozgląda i nagle ona mu odpada. Myślałem, że z nią tak się właśnie stanie. I tego poranka...
Pheonix: Myślę, że zacząłem od złej historii.
Chester: Szybko zawiozłem moją sukę na weterynaryjną izbę przyjęć i dostała jakieś 20 szwów wzdłuż karku, a moja matka przez resztę dnia czuła się winna. To były świetne Święta.

Pierwszą część możecie ściągnąć tutaj, drugą tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodawanie dalszych komentarzy zostało zablokowane.