Oficjalnie: 'Living Things' tytułem piątego albumu Linkin Park!
Tak, wcześniejsze spekulacje okazały się prawdą. Mike opublikował na swoim blogu notkę, w której potwierdza tytuł nowego albumu Linkin Park - "Living Things". Ponadto opowiada o ewolucji zespołu, wyjaśniając dlaczego chłopaki zdecydowali się na taki, a nie inny kierunek. Poniżej tłumaczenie notki, gorąco zachęcam do lektury (całość w rozwinięciu newsa):
Poniedziałek jest już tak blisko.
O wczesnym poranku tego dnia, zostanie wydany nasz nowy singiel BURN IT DOWN. Akbum LIVING THINGS zacznie być dostępny w przedsprzedaży. Zobaczycie okładkę albumu, tracklistę i dowiecie się czegoś o naszych planach dot. nowej trasy. Moi koledzy z zespołu i ja jesteśmy bardzo podekscytowani tym tygodniem.
Wielu z was zna naszą historię aż do tego momentu. Zbudowaliśmy ten zespół opierając się na idei połączenia wszystkich naszych ulubionych stylów muzycznych - tak różnych, jak tylko mogły takimi być - w jedno, charakterystyczne brzmienie. Nasze dwa pierwsze albumy były wynikiem ciężkiej pracy, wytrwałości, sprytu i szczęścia, dzięki czemu uzyskaliśmy zestaw narzędzi który zapewni nam to, czego potrzebowaliśmy by stworzyć najlepsze piosenki w tamtym okresie.
Sukces przyszedł w bardzo ważnym momencie w branży, w której dał znać o sobie pewien niepokojący spadek, a my byliśmy w stanie określić naszą pozycję, zanim sytuacja drastycznie ulegnie zmianie. Hybrid Theory stał się najlepiej sprzedającym się albumem na całym świecie. Po sukcesie Meteory, zdaliśmy sobie sprawę że musimy cofnąć się i pomyśleć o naszej przyszłości, by w ogóle taką mieć. Podjęliśmy decyzję, że musimy zmienić kierunek głównej rzeczy na której nasz sukces został zbudowany: muzyki.
Kiedy próbowałem wytłumaczyć tę decydującą chwilę mojemu przyjacielowi, miał trudności ze zrozumieniem. Powiedział, "To jest tak, jakbyś wymyślił Bic Mac'a lub i Pod'a, a potem podjąłbyś decyzję by nie sprzedawać go już nigdy więcej. Po jaką cholerę chciałbyś tak zrobić?"
Próba wytłumaczenia jak osobiste i artystyczne czynniki wpłynęły na podjęcie takich wyborów w zespole jak nasz, jest trudna. Kiedy kończyliśmy prace nad “A Thousand Suns” w 2010, odkryłem, że muszę starać się podjąć tę próbę tak często jak tylko się da, w wywiadach i dla siebie. Zanim jeszcze definitywnie skończyliśmy utwory, każdy w moim zespole wiedział, że to był szokujący i stanowiący prawdziwe wyzwanie album, który ludzie mogą pokochać lub znienawidzić. Przypuszczam że nie było to istotne, czy mogło to mieć jakiś sens dla kogokolwiek, ale dla nas - przez pewien moment, musieliśmy odejść najdalej jak tylko się da od pierwotnego brzmienia Linkin Park, inaczej bylibyśmy przyłapani na wykonywaniu w kółko tej samej muzyki, aż w końcu dalibyśmy sobie spokój.
Patrząc wstecz: kiedy tworzyliśmy Minutes To Midnight i A Thousand Suns, czasami w demach umieszczałem coś, co brzmiało jak z naszych dwóch pierwszych albumów. Te demówki zawsze spotykały się z negatywną reakcją moich kolegów z zespołu i ja się z nimi zgadzałem. Bardzo spodobała mi się podróż w kierunku nowego, nieznanego brzmienia. Z każdym doświadczeniem, odkryliśmy nowe sposoby tworzenia utworów, a nasz zestaw narzędzi został wypełniony mnóstwem nowych zabawek. W każdej piosence staraliśmy się umieścić oba elementy - nowatorskie i klasyczne; zaczęliśmy od radykalnie odmiennych zalążków, przez co podeszliśmy do kwestii wokali praktycznie z opaską na oczach. I około roku temu zdałem sobie sprawę, że nasz zestaw właściwie został przepełniony doskonałymi narzędziami.
Ale czegoś uniknęliśmy.
Na początku naszej kariery byliśmy niedoświadczeni. Podjęliśmy decyzje na wszystkich frontach których niektórzy z nas żałują (jednych trochę, innych - dużo bardziej). A niektóre decyzje (jak moje czerwone włosy dawno temu) były czymś, czego naprawdę nie żałuję, ale po prostu dzisiaj bym tak nie postąpił. Wszystkie te rzeczy zebrały się, tworząc skomplikowaną trudność dotyczącą przeszłości, że nasz zespół nie był w stanie pogodzić się z tym przez pewien moment.
Na szczęście, nie byłem jedyną osobą która myślała w ten sposób. W ciągu ostatniego roku ten temat ujawniał się coraz wyraźniej, więc rozmawialiśmy o tym jak gustownie wypełnić lukę pomiędzy wszystkimi muzycznymi terytoriami na których się znajdowaliśmy, aby połączyć razem wszystkie zgromadzone przez nas pomysły ukazujące jak tworzyć utwór. A gdy LIVING THINGS zaczął nabierać kształtu, najwięcej znaczącą zmianą jaką ujrzałem była akceptacja i chęć wykorzystania wszystkich narzędzi w zestawie, nie tylko niektórych. Wszystko na raz, razem.
Niektórzy ludzie już porównali nasz nowy album do tych wcześniejszych. Przypuszczam, że to zależy od tego, w jaki sposób chcesz zrobić to porównanie (w każdym razie, z pewnością nie chodzi o gitary). Dla mnie, wszystko to kręci się wokół powrotu do prawdziwego "hybrid theory" - nie albumu z tą nazwą, lecz idei, gdzie szóstka facetów w naszym zespole posiadająca drastycznie różne gusta muzyczne, łączy wszystkie te brzmienia w jedno, co jest dokładnie tym, na czym został zbudowany nasz zespół.
///
Singiel BURN IT DOWN, a także album LIVING THINGS (w przedsprzedaży) będą dostępne już od jutra.
A więc...podekscytowani jutrzejszym dniem?:) Co sądzicie o tytule "Living Things"? Zapraszam do dyskusji!
Komentarze
Nie wiem czemu, ale jakoś mi tak smutno po tym wywiadzie, może po prostu ogarnęła mnie ta myśl, że oni w końcu mogą się znudzić tym co grają, że popadną w rutynę, że przy 6,7,10 płycie mogą już nas tak nie zaskakiwać bo nie będę potrafić lub nie będzie się już im chciało... ;(
Kolejny wywiad w stylu "przez co przeszli panowie z Linkin Park i jak to się ma do tworzenia nowego albumu" :) Z jednej strony czyta się przyjemnie takie wywiady, z drugiej strony - nudne zaczyna się robić tłumaczenie, dlaczego obrali taki kierunek podczas tworzenia kolejnego albumu. Co do Burn It Down - to jutro z pewnością odsłucham, ale nie zaraz jak się pojawi :D Ale na pewno uczynię to jutro, bo snippety bardzo mnie zachęciły do przesłuchania tego kawałka ;)
Po przeczytaniu tego wydaje mi się, że Living Things będzie dobrą mieszanką HT/M z MTM/ATS. I w całości rozumiem Mike'a, jeśli chodzi o zmiany i to, jak się na niektóre rzeczy patrzy po pewnym czasie. Z roku na rok się poprostu dorasta i ich muzyka dorasta razem z nimi.
wypowiem się krótko i na temat:
Ten album "Living Things" będzie połączeniem całej dotychczasowej twórczości Linkin Park. Podobny będzie do "Reanimation" tylko nie tak ostrym wydaniu. Tak mi się bynajmniej wydaje i stwierdzam z tej notki Mike z blogu, że ten album będzie tak wyglądał. Mix HT/MT/MTM/ATS.
I zgadzam się w 100 % z ALONE. Najlepszy komentarz nadchodzącego albumu.
Z wpisu wywnioskowałem, iż Mike uważa, że tworzenie ostrej gitarowej muzyki jest dobre dla niedoświadczonych muzyków, którzy zaczynają swoje kariery, natomiast zmiana stylu na elektronikę to wyższy level wtajemniczenia i dojrzałości muzycznej:D to moje własne przemyślenia więc niech się zaraz nie napinają ortodoksyjni obrońcy LP;d Mimo wszystko mam nadzieje, że płyta mnie czymś zaskoczy i że bedzie sie dało tego słuchać w przeciwieństwie do ATS:D (to moje osobiste zdanie:D)
Bo dla niektórych dobre kawałki to tylko takie, gdzie są ciężkie gitarowe brzmienia, walenie w perkusję oraz darcie mordy. Jak już tego nie ma, to wówczas padają zarzuty, że: komercja, pop i w ogóle gó..o Cały czas tylko słyszę: "gdzie są gitary" tak jakby to miało być wyznacznikiem dobrego utworu a pewnie wszystko co jest bez gitary to szajs, techno (tak jak wielu określało ATS) I samo zuo
omg... KoRn poszedł w "dubstep", teraz ci widzę idą jego śladem... :/
"Z wpisu wywnioskowałem, iż Mike uważa, że tworzenie ostrej gitarowej muzyki jest dobre dla niedoświadczonych muzyków, którzy zaczynają swoje kariery, natomiast zmiana stylu na elektronikę to wyższy level wtajemniczenia i dojrzałości muzycznej:D"
A ja uważam, że jak się nie umie grać na gitarze to pisze się takie rzeczy. Co jak co, ale jeśli chodzi o partie gitarowe czy perkusyjne to LP nigdy nie błyszczał i raczej nie będzie błyszczeć. A takimi wywodami tylko irytuje ludzi, którzy słuchają muzyki pod każdym względem bardziej złożonej niż LP kiedykolwiek był. Jak rozumiem wg. Mike`a zespoły pokroju Exodus, Slayer (którego osobiście nie lubię), Black Sabbath czy Anthrax to "niedoświadczeni muzycy"... Którzy na scenie są od prawie 30 albo ponad 30 lat... Krótko mówiąc niech robi swoje, ale nie pisze o rzeczach o których nie ma z tego co widzę bladego pojęcia.
