Rick Rubin producentem kolejnej płyty Linkin Park?
Magazyn Billboard opublikował artykuł, w którym Rick Rubin opowiada o kolaboracji z licznymi artystami. Większość z Was zapewne najbardziej zainteresuje kwestia współpracy z Linkin Park. Wygląda na to, że zarówno zespół, jak i producent bardzo dobrze wspominają pracę nad ostatnimi albumami: Minutes To Midnight oraz A Thousand Suns. Z artykułu wynika bowiem, że to właśnie Rick Rubin wyprodukuje kolejny album Linkin Park. Poniżej tłumaczenie krótkiego fragmentu:
Rubin twierdzi, że zespół "jest w studiu i pracuje", aby iść za ciosem "A Thousand Suns", którego również jest producentem. "Zwykle miewamy spotkania raz w tygodniu, aby wysłuchać piosenek i porozmawiać o nich. Już na tak wczesnym etapie projektu są znacznie dalej niż przy ostatnich dwóch albumach, nad którymi razem pracowaliśmy. Na "A Thousand Suns" wciąż wiele kwestii było otwartych. Wiedzieliśmy, 'OK, nie możemy tego robić wiecznie. Zostawmy te sprawy, wrócimy do nich i zajmiemy się nimi, kiedy zaczniemy od początku.'"
Komentarze
A tak liczyłam, że kiedy wczoraj czytałam to po angielsku to jednak nie rozumiem wszystkiego poprawnie...
Nie mówię, że jest beznadziejny. Myślę, że przydałaby się zespołowi odmiana. Pracować trzeci raz z tym samym producentem...
Dla nich Rubin jest odpowiedni bo im się za bardzo nie wtrąca (ich własne słowa), ale to w takim razie po co im on w ogóle? Po co mu płacić? :P Mike spokojnie wystarczy jako producent.
Mniejsza o to kto jest producentem, ale kolejnego eksperymentu nie zniosę...
"On ('A Thousand Suns') there were still a lot of irons in the fire" przetłumaczyłbym jednak jako "Na A Thousand Suns [na tym samym etapie] wciąż było wiele kwestii otwartych" :)
A, no i "we will [do something]" może funkcjonować tak samo jak "we would [do something]", tyle że nie jest to wtedy powtarzana z jakąś częstotliwością czynność, która już nie ma miejsca (zapewne ma to jakąś fachową nazwę - Nook? - ale ja się tego języka nie uczyłem z podręczników). Więc "Typically we'll have a once-a-week meeting" to "Zwykle miewamy spotkania raz w tygodniu/cotygodniowe spotkania".
Jak dla mnie MTM jest najwartościowszym albumem i dziwi mnie to, że skoro pracował z nimi także na ATS to zdołali się tak 'odmienić'. Z MTM są tak mocne, spokojne i po prostu fajne utwory na koncerty czy do grania przez nas. Chłopaki wtedy wnieśli się na swoje wyżyny umiejętności gry i raczej wyszło na dobre. Brak mi czegoś pokroju QWERTY a już o koncertowej wersji NMS z wyj*banym intrem nie wspomnę.
Aaaaale to tylko moje zdanie :)
