Noisecreep recenzuje "Living Things"
Serwis Noisecreep, tak jak uprzednio Artist Direct, przygotował recenzję "Living Things". Przygotowałem dla Was tłumaczenie artykułu, zapraszam do lektury:
W tym tygodniu Noisecreep miał wielką przyjemność przesłuchać LIVING THINGS, siedząc w NRG Recording Studios, miejscu gdzie obecnie nagrywał go Linkin Park. W zasadzie, jak wyjaśnił nam gitarzysta Brad Delson zanim wysłuchaliśmy albumu, pomieszczenie w którym się znajdowaliśmy, w Północnym Hollywood, jest miejscem gdzie zespół nagrał dwa pierwsze albumy, Hybrid Theory oraz Meteorę, odpowiednio w 2000 i 2003 roku.
Wspólnie wyprodukowany przez Ricka Rubina i Mike'a Shinodę z Linkin Park, album jest niebiorącym więźniów, 37-minutowym wybuchem wszystkiego, co definiuje ten potężny zespół - od gęstej, ciemnej warstwy klawiszowej po mocne i często podniosłe refreny.
Stawiając sprawę jasno, LP pozostaje zespołem z którym trzeba się liczyć.
Składający się z 12 utworów LIVING THINGS rozpoczyna się kawałkiem "LOST IN THE ECHO" i po pierwszych sekundach już jest jasne, że zespół jest w najwyższej formie. Wielki, dramatyczny strumień syntezatorów, złożone, lecz dziwnie przyswajalne synkopowe bity oraz parzący rap stworzyły całkowity "komfortowy poziom Linkin Park", który bez cienia wątpliwości spodoba się nie tylko długoletnim fanom, ale także da poczucie przyjemności wielu młodszym słuchaczom.
"IN MY REMAINS" zawiera wojskowy bębnowy marsz stanowiący podstawę iście potężnej melodii, z kolei jak mogliście usłyszeć już wcześniej, singiel "BURN IT DOWN" to klasyczny Linkin Park - ciężki, hymniczny i mający wielką moc dzięki charakterystycznej dla tych Kalifornijczyków ścianie dźwięków.
Wśród innych wyróżniających się utworów należy zwrócić uwagę na "I'LL BE GONE", który brzmi jak singiel; nastrojowy, nieprzewidywalny "CASTLE OF GLASS" i wściekle intensywny "VICTIMIZED". Ten kawałek w szczególności parzy - ma gwałtowny, a zarazem klasyczny styl.
Ogólnie rzecz biorąc album jest bezlitosnym - nigdy niekończącym się atakiem ciężkich melodii, mocnych gitar, eterycznych krajobrazów brzmień i zapętlonych rytmów.
Jedną z dwóch ballad na albumie (druga nosi tytuł "POWERLESS") jest "UNTIL IT BREAKS", to miła przerwa w akcji; ewokatywny kawałek melodyjnej elektroniki, która rozwija się i spływa w produkcję bardziej bujną, warstwową niż reszta albumu. Rubin rzeczywiście dobrze pasuje do tego zespołu i wydaje się, że świetnie pracuje mu się z Shinodą, szczególnie w kwestii pozyskiwania przez zespół klasycznego brzmienia, gdzie równocześnie dodawane są nowe warstwy dźwiękowego bogactwa do tej mieszanki.
LIVING THINGS zamyka się po 37 energicznych minutach, gdzie prawdopodobnie zostawia słuchacza oczekującego na więcej - co jest rzadko złą rzeczą. Ale nie ma tutaj ani jednej zmarnowanej sekundy, a to jest z pewnością satysfakcjonujące. Opierając się na pierwszym przesłuchaniu Noisecreep, jesteśmy niemal pewni, że będzie to jeden z najgłośniejszych (i najczęściej granych) albumów tego lata. Potężny, hipnotyczny i całkowicie prawdziwy w formie jest doskonałym, ostatecznym zbiorem, który reprezentuje ważny zespół znajdujący się na szczycie - po raz kolejny.
Dziękujemy Wam, Linkin Park.
Komentarze
"MOCNYCH GITAR"
przecież mike juz powiedział, że w albumie jest wszystko czego do tej pory sie nauczyli, oczywiscie pojawiło się pytanie: Czyli moce gitary? Mike powiedział ze nie do końca chodziło mu o to, ale dodał że wystepują gitary i owszem, w burn it down też są tylko ze tak połączone z elektroniką że nie słychać ich czysto :p
"singiel "BURN IT DOWN" to klasyczny Linkin Park - ciężki, hymniczny i mający wielką moc dzięki charakterystycznej dla tych Kalifornijczyków ścianie dźwięków." Skoro tak zrecenzowali Burn It Down to podchodziłbym do tego wszystkiego jak do ciekawostki, z dużym zapasem dystansu :).
nie jarajcie sie recenzjami, niech kazdy z nas zrecenzuje ja sam po kilku odsluchaniach (pierwsze czesto bywa mylne). to co podoba sie krytykom niekoniecznie musi podobac sie nam (i na odwrot). lepiej nie czytac recenzji przed odsluchaniem plyty/obejrzeniem filmu/przeczytaniem ksiazki, wtedy podchodzimy do tego bez zadnych uprzedzen i nastawien (jak ktos powiedzial ze to jest zle, od razu sami przystepujemy do tego z negatywnym nastawieniem, co moze zaburzyc nasze odczucia).
Ta płyta naprawdę jest mocna. Macie tu 10 snippetów z nadchodzącego albumu: http://www.youtube.com/watch?v=OLBia4Ho8zU
Pod względem kompozycyjnym, BID to jest jak najbardziej klasyczne LP :P W zasadzie ten utwór nie odstawałby tak strasznie na HT, przecież tam też były utwory w których gitary nie były aż tak konkretne, a była elektronika w ścianie dźwięku (np. Runaway). Nie podoba mi się BID, ale jeszcze bardziej nie podoba mi się te marudzenie na to, że 'to ni ma nic wspólnego z LP'. Ma więcej niż całe MTM razem wzięte.
