Newsy
Scavenger Hunt - Toronto
Po kilku dniach oczekiwania na profilu @youbetterhearme pojawiła się kolejna część układanki:
Jutro o 13 coś będzie na Was czekało pod ławką. Nie bądźcie na miejscu zbyt wcześnie. http://pic.twitter.com/gAhkWt8J
Jak się dowiedzieliśmy, ławka znajdowała się w Toronto. Jeden z fanów znalazł w wyznaczonym miejscu takie oto zdjęcie. Znajduje się na nim The Lincoln Park Zoo (Chicago, IL). Dla zainteresowanych, więcej informacji o tym miejscu tutaj.
Warner Music Polska obniża ceny płyt
Użytkownik macaron podesłał właśnie ciekawą informację i jej potwierdzenie w formie nagrania. Polski oddział Warnera, z okazji zbliżającej się premiery Living Things zdecydował się obniżyć ceny dotychczas wydanych albumów zespołu. Reklama akcji leci obecnie w Esce Rock:
Oczywiście nie podano informacji o cenach (co zrozumiałe), więc jeśli ktoś z Was natrafi na nie w sklepach - dajcie znać.
Noisecreep recenzuje "Living Things"
Serwis Noisecreep, tak jak uprzednio Artist Direct, przygotował recenzję "Living Things". Przygotowałem dla Was tłumaczenie artykułu, zapraszam do lektury:
W tym tygodniu Noisecreep miał wielką przyjemność przesłuchać LIVING THINGS, siedząc w NRG Recording Studios, miejscu gdzie obecnie nagrywał go Linkin Park. W zasadzie, jak wyjaśnił nam gitarzysta Brad Delson zanim wysłuchaliśmy albumu, pomieszczenie w którym się znajdowaliśmy, w Północnym Hollywood, jest miejscem gdzie zespół nagrał dwa pierwsze albumy, Hybrid Theory oraz Meteorę, odpowiednio w 2000 i 2003 roku.
Wspólnie wyprodukowany przez Ricka Rubina i Mike'a Shinodę z Linkin Park, album jest niebiorącym więźniów, 37-minutowym wybuchem wszystkiego, co definiuje ten potężny zespół - od gęstej, ciemnej warstwy klawiszowej po mocne i często podniosłe refreny.
Stawiając sprawę jasno, LP pozostaje zespołem z którym trzeba się liczyć.
Składający się z 12 utworów LIVING THINGS rozpoczyna się kawałkiem "LOST IN THE ECHO" i po pierwszych sekundach już jest jasne, że zespół jest w najwyższej formie. Wielki, dramatyczny strumień syntezatorów, złożone, lecz dziwnie przyswajalne synkopowe bity oraz parzący rap stworzyły całkowity "komfortowy poziom Linkin Park", który bez cienia wątpliwości spodoba się nie tylko długoletnim fanom, ale także da poczucie przyjemności wielu młodszym słuchaczom.
"IN MY REMAINS" zawiera wojskowy bębnowy marsz stanowiący podstawę iście potężnej melodii, z kolei jak mogliście usłyszeć już wcześniej, singiel "BURN IT DOWN" to klasyczny Linkin Park - ciężki, hymniczny i mający wielką moc dzięki charakterystycznej dla tych Kalifornijczyków ścianie dźwięków.
Wśród innych wyróżniających się utworów należy zwrócić uwagę na "I'LL BE GONE", który brzmi jak singiel; nastrojowy, nieprzewidywalny "CASTLE OF GLASS" i wściekle intensywny "VICTIMIZED". Ten kawałek w szczególności parzy - ma gwałtowny, a zarazem klasyczny styl.
Ogólnie rzecz biorąc album jest bezlitosnym - nigdy niekończącym się atakiem ciężkich melodii, mocnych gitar, eterycznych krajobrazów brzmień i zapętlonych rytmów.
Jedną z dwóch ballad na albumie (druga nosi tytuł "POWERLESS") jest "UNTIL IT BREAKS", to miła przerwa w akcji; ewokatywny kawałek melodyjnej elektroniki, która rozwija się i spływa w produkcję bardziej bujną, warstwową niż reszta albumu. Rubin rzeczywiście dobrze pasuje do tego zespołu i wydaje się, że świetnie pracuje mu się z Shinodą, szczególnie w kwestii pozyskiwania przez zespół klasycznego brzmienia, gdzie równocześnie dodawane są nowe warstwy dźwiękowego bogactwa do tej mieszanki.
LIVING THINGS zamyka się po 37 energicznych minutach, gdzie prawdopodobnie zostawia słuchacza oczekującego na więcej - co jest rzadko złą rzeczą. Ale nie ma tutaj ani jednej zmarnowanej sekundy, a to jest z pewnością satysfakcjonujące. Opierając się na pierwszym przesłuchaniu Noisecreep, jesteśmy niemal pewni, że będzie to jeden z najgłośniejszych (i najczęściej granych) albumów tego lata. Potężny, hipnotyczny i całkowicie prawdziwy w formie jest doskonałym, ostatecznym zbiorem, który reprezentuje ważny zespół znajdujący się na szczycie - po raz kolejny.
Dziękujemy Wam, Linkin Park.
Recenzja "Living Things"
Serwis ArtistDirect.com przygotował recenzję najnowszego albumu Linkin Park - "Living Things". Tłumaczenie artykułu przygotowane przez serwis LinkinPark.pl zamieszczam poniżej:
"Praktycznie wszystkie najjaśniejsze i najwspanialsze elementy brzmienia zespołu zostały zawarte i rozwinięte na tym albumie, który nie tylko spełnia nadzieje rozpalone singlem „BURN IT DOWN”, ale wręcz przerasta najśmielsze oczekiwania.
Odstawmy to jednak na bok. Living Things to najlepszy album Linkin Park i punkt zwrotny dla całego rocka. 26 czerwca najwierniejsi fani zespołu oraz wszyscy inni słuchacze zostaną zabrani na niezwykłą muzyczną przejażdżkę.
LIVING THINGS do życia pobudzaja powtarzający się sygnał w "LOST IN THE ECHO". Wkrótce dołącza do niego poruszająca ziemię perkusja Roba Bourdona i lekki, magiczny syntezator Joe Hahna. Przy akompaniamencie brutalnych gitar Brada Delsona, Mike Shinoda zaczyna hermetyczną zwrotkę słowami: "You were that foundation". Chester Bennington brzmi potężnie, jak dawniej, podczas wielkiego refrenu, tworząc niezwykłą harmonię z Shinodą. Obaj pozostają najbardziej intrygującym muzycznym duetem, a ich interakcja w tym utworze po prostu rozsadza umysł. Cybernetyczny szał trzeszczy podczas scratche’owanego mostka, przed tym jak Bennington śpiewa z efektem echa: "This time I finally let you go". W utworze możemy również usłyszeć dudniący bas Phoenixa, a to wszystko sprawia, że nagle przenosimy się do świata rządzonego przez tych sześciu osobników.
Potok scratche’ów napędza potężną, taneczną perkusję w "IN MY REMAINS", podczas gdy wokal Benningtona splata się z migotliwą elektroniką. Wojskowe bębny przerywają utwór, a Shinoda elegancko tworzy niezapomnianą harmonię z pianinem, głosząc: "Like an army falling one by one".
"BURN IT DOWN" już stał się ponadczasowym hymnem z porywającym refrenem. W oszałamiającym “LIES GREED MISERY” Shinoda brzmi jakby rapował z innej galaktyki. Ten kawałek to prawdziwe uderzenie w twarz XXI wieku; zglitchowany, wkurzony hard-rock.
Subtelne klaskanie wybrzmiewa swobodnie wspólnie z dźwiękami keyboardu na początku "I'LL BE GONE", zanim następuje kolejne nagłe uderzenie. Żywe riffy Delsona sprawiają, że w utworze pojawia się ogień. W "CASTLE OF GLASS" mamy do czynienia z iście folkową elegancją, ujawniającą, jak dotąd, jeden z najbardziej poetyckich tekstów Shinody i Benningtona—"I'm only a crack in this castle of glass." Następnie zespół zmierza w stronę najostrzejszego utworu w swoim dorobku - "VICTIMIZED".
Nigdy wcześniej Linkin Park nie zrobił czegoś tak bolesnego i brutalnego. Thrashowa paranoja niszczy system plemiennymi bębnami, tuż przed rozdzierającym gardło wrzaskiem. Kawałek jest okrutny, brutalny, intensywny. Ten nieoczekiwany zwrot akcji jest po prostu kurewsko zajebisty. Dosłownie można sobie wyobrazić festiwalową widownię rozrywającą ziemię przy tym kawałku.
"ROADS UNTRAVELED" jest ukłonem w stronę klasycznego rocka, jednak jeszcze nigdy czegoś takiego nie słyszeliście. Szczególnie, kiedy uderza ten wielki przester. "SKIN TO BONE" ma w sobie elektroniczną ikrę, aż do momentu refrenu, który jest kolejną miłą niespodzianką. Dla odmiany, "UNTIL IT BREAKS" zaznacza się jako najbardziej przejmująca ballada stworzona przez zespół.
Punktem kulminacyjnym albumu jest "POWERLESS". Utwór ma w sobie wagę ścieżki dźwiękowej Johna Williamsa i moc najlepszych utworów Linkin Park.
Living Things jest nie tylko jednym z najlepszych albumów dekady, ale jest również nową klasyką. Raz jeszcze Linkin Park podniósł poprzeczkę. To hybryda jakiej nigdy nie słyszeliście i nie usłyszycie—aż do następnej płyty zespołuŚwiat błagał o świetny rockowy album. I oto jest."
EDIT: Autor recenzji napisał również na Twitterze, że utwór "TINFOIL" jest (świetnym) instrumentalem.
LP szaleje na "Living Things"
Serwis LPAssociation udostępnił skan artykułu z magazynu Rolling Stone, gdzie Mike, Chester oraz Rick Rubin udzielili wywiadu na temat "Living Things". Tłumaczenie poniżej:
Linkin Park znów szaleje na nowym albumie.
O tym, jak Rick Rubin pozwolił powrócić zespołowi do jego rap-rockowych korzeni.
Minionej jesieni, Linkin Park spotkał się z producentem Rickiem Rubinem w Północnym Hollywood, w NRG Recording Studios, aby spełnić pilną misję: po czterech wielkich albumach, zespół chciał odzyskać energię ze swoich wcześniejszych hitów na swojej piątej płycie. "To tutaj nagraliśmy wszystkie nasze albumy, z wyjątkiem jednego", mówi raper-producent Mike Shinoda, siedzący nad masywną konsolą do miksowania którą zespół używał przy nagrywaniu Living Things, albumu mającego swoją premierę przewidzianą na 26 czerwca. "Jest tutaj poczucie komfortu".
Ostatni album Linkin Park, eksperymentalny, przypominający U2 "A Thousand Suns" z 2010 roku, sprzedał się w imponującej liczbie 840 000 egzemplarzy, ale doprowadził do podziałów. "Chcieliśmy znaleźć nowe brzmienie, ale odstraszyliśmy niektórych naszych starszych fanów", mówi wokalista Chester Bennington. Więc tym razem sześciu członków zespołu - Shinoda, Bennington, gitarzysta Brad Delson, basista Dave Farrell, perkusista Rob Burdon i DJ Joe Hahn - powrócili do dźwięków, które ich zdefiniowały. Porażający "Burn It Down" znakomicie wyróżnia chemię między intensywnym rapem Shinody a emocjonalnym wokalem Beningtona, podczas gdy brutalny "Victimized" jest najbardziej agresywnym utworem zespołu od lat. "W przeszłości świadomie trzymaliśmy się z dala od tego, co zrobiliśmy wcześniej, ale teraz, energia jest wyraźnie podobna do tej z Hybrid Theory", mówi Bennington, nawiązując do przebojowego debiutu zespołu z 2000 roku.
Proces nagrywania nie zawsze był łatwy. "Pamiętam jedno spotkanie, gdzie słuchaliśmy wszystkiego, co do tej pory mieliśmy", mówi Rubin. "Większość zespołu była krytyczna i pojawiło się mnóstwo nieporozumień. Przez kilka następnych dni, Mike i Brad ciężko pracowali i nagle wszystko zaczęło brzmieć świetnie! Nie jestem pewien co dokładnie się stało, ale cokolwiek to było, zadziałało."
W wyniku tego, Living Things zawiera pewne nieoczekiwane wpływy: wokale w stylu ogniska obozowego w "Skin To Bone" i szantowe rytmy "Roads Untraveled" odzwierciedlają zainteresowanie zespołu folkiem. "Patrzyliśmy nie tylko na Boba Dylana, ale również na muzykę, która Dylana inspirowała", mówi wokalista. "Pędzący beat z tą country-folkową melodią jest dziwny – ale to całkowicie Linkin Park."
Mike: "Living Things akceptuje przeszłość"
Mike udzielił ostatnio wywiadu Q Magazine, gdzie opowiadał o "Living Things" oraz o współpracy z Owenem Pallettem. Poniżej możecie zapoznać się z fragmentem wywiadu, natomiast całość w języku angielskim znajdziecie pod tym adresem.
Czy ten album nawiązuje do początkowego okresu kariery zespołu?
Cóż, po nagraniu dwóch pierwszych płyt zauważyliśmy, że inni zaczęli kopiować charakterystyczne brzmienie tych albumów, a sam gatunek stawał się lekko osłabiony, więc z naszym trzecim albumem, Minutes To Midnight, zrobiliśmy mały krok by wyjść z tego pudełka przed podjęciem ogromnego skoku wraz z ostatnim albumem. Ten nowy z kolei... cóż, najlepszą analogią jest zestaw narzędzi. Na naszym trzecim i czwartym albumie szukaliśmy nowych narzędzi by umieścić je w tym zestawie - dziką elektronikę, różne dźwięki. Lecz wtedy ignorowaliśmy te, które były już w zestawie przez cały czas. Nowy album zaciera wszystkie te elementy, używa ich wszystkich razem. Powiedziałbym, że chłopaki uzyskali spokój w kwestii kim jest Linkin Park. Na lepsze czy gorsze, zrobiliśmy mnóstwo różnych rzeczy jako Linkin Park. Niektórych z nich prawdopodobnie żałujemy, innych absolutnie nie. Ogólnie jesteśmy zadowoleni z albumów które stworzyliśmy do tej pory i z tego, gdzie jesteśmy teraz. Ten album nie tylko jest krokiem naprzód, ale akceptuje też przeszłość.Pracowałeś z Owenem Pallettem przy aranżacjach smyczkowych na tym albumie. Czy na płycie będziemy mogli zauważyć ukłon w stronę orkiestry?
Nie za bardzo. Uwielbiam to, co zrobił Owen z Arcade Fire, a nasze doświadczenie z nim było po prostu wyjątkowe. Pracował tylko nad jedną z piosenek, I'll Be Gone, z powodu której nie mogę doczekać się, aż fani ją usłyszą. On był naprawdę świetny. Wysłaliśmy mu pliki oraz notatki do pracy, a on odesłał nam materiał praktycznie w następnym dniu, to było niesamowite.
Nowe fragmenty teledysku "Burn It Down"
W sieci pojawiły się reklamy koncertu Linkin Park, który odbędzie się 5 czerwca w Berlinie. Co najważniejsze, zawierają nowe fragmenty teledysku do "Burn It Down". Oglądajcie poniżej:
LPTV - 360 Body Scan
Scavenger Hunt - Tokio
W Tokio jeden z fanów znalazł kopertę, w której podany był odnośnik do tajemniczego Twittera:
Wygląda na to, że @kaorutk i @karinseino zdemaskowali moją kryjówkę. Dobra robota. Wkrótce się odezwę. Dobranoc.
Wygląda na to, że chłopaki mają niezłą zabawę. Kim jest rzeczony "Allan" z Twittera? Zagadek przybywa. Należy więc spiąć poślady i czekać na kolejne info. :)
EDIT:
Przybył nowy tweet:
Ta nagła sława uderza mi do głowy i staję się zachłanny. Myślę, że powiem więcej, gdy uzyskam 3 000 obserwatorów.
Obecnie lista obserwujących już zbliża się powoli do 3000.
EDIT2:
Z Twittera Shinody:
Szkoda, że tak mało ludzi obserwuje @youbetterhearme. Bez śledzących nie będzie #LinkinParkScavengerHunt
Scavenger Hunt-zagadek ciąg dalszy...
Jeden z mieszkańców Sydney we wskazanym miejscu przez Mike`a znalazł taki plakat. Kod, który znajduje się na plakacie kieruje do specjalnego adresu.
Dla fanów została także zostawiona specjalna wiadomość w języku japońskim:
Ubiegłego września, "A Thousand Horizons" zgromadziło tutaj fanów z całego świata.
10 lub 11 maja, tylko od godziny 11 do 20. Nie wcześniej. Nie spóźnij się. Tylko jedna osoba.
Informacja prowadzi do NicoFarre w Tokio gdzie odbyło się spotkanie dla fanów "A Thousand Horizon". Tak więc na kolejną zagadkę powinni przygotować się mieszkańcy Tokio.
Wszystkie, Linkin Park, Media, Projekty, Zion Poleca, Strona
